Wpisy archiwalne w kategorii

Góry

Dystans całkowity:4922.82 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:70:30
Średnia prędkość:14.43 km/h
Maksymalna prędkość:62.50 km/h
Suma podjazdów:10612 m
Maks. tętno maksymalne:165 (89 %)
Maks. tętno średnie:114 (61 %)
Suma kalorii:26675 kcal
Liczba aktywności:129
Średnio na aktywność:38.16 km i 3h 55m
Więcej statystyk

Rossbrand

Sobota, 15 sierpnia 2026 · Komentarze(1)
Ostatni dzień austriackich wakacji i ostania wycieczka rowerowa. 
Problem z Austrią (a przynajmniej w rejonie, który odwiedziliśmy) jest taki, że choć teoretycznie jest tu pełno szlaków rowerowych, to znakomita większość z nich prowadzi szosami, bądź leśnymi drogami. Jesli chce się pośmigać po czymś innym, trzeba udać się do bikeparków. Jazda poza wyznaczonymi szlakami rowerowymi jest w górach zakazana. Trudno zrobić trasę naprawdę pod rower górski. Przydają się górskie przełożenia, ale technicznie, to znakomita większość jest do zrobienia na gravelu. 
Dzisjsza trasa też traka była. Z Filzmoos wjechaliśmy wyciągiem Papagenobahn na wysokość 1591mnpm. Nauczopny wcześniejszym doświadczeniem, nawet nie próbowałem namówić córki na podjazd "w siodle". 
Stamtąd pojechaliśmy na szczyt Rossbrand (1770mnpm). Wśród okolicznych olbrzymów nie wyróżnia się on stanowczo wysokością, ale roztacza się z niego piękny widok na liczne, mniej lub bardziej odległe szczyty (ponoć koło 150). Po drodze na szczyt zaliczyliśmy postój w Karhütte am Rossbrand, gdzie mieli kibel z najlepszym widokiem, jaki mógłbym sobie wyobrazić :)  Wielkim odkryciem wyjazdu była dla mnie serwowana we wszystkich schroniskach i gospodach maślanka z owocami. Podają ją zimną, w kuflach i w takie upalne dni świetnie chłodzi oraz zaspokaja pragnienie i głód. 
Karhütte am Rossbrand - najlepszy widok z kibla ever

Rowerowy parking przy Karhütte am Rossbrand

Sam szczyt Rossbrand z charakterystycznym krzyżem, rzeczywiście bardzo widokowy.
Krzyż na szczycie Rossbrand (1770mnpm)

Dzieciątko chłonie widoki.

Ma Rossbrand też jeszcze inną zaletę - wolno z niego zjechać na wschód czymś, co przez chwilę nie jest szuterkiem :) Odcinek ten ma gdzieś 900metrów, ale i tak jest miłą odmianą.
Nareszcie nie tylko szutrowe autostrady.

Moi vel Ja. Początek zjazdu z Rossbrand

Jaśniemałżonka zjeżdża z Rossbrand

Delektując się cennymi 900 metrami, które nie były szutrową autostradą

Potem wraca się już do austriackiej codzienności, czyli do takich "autostrad".
Jasniepanie i wieża nadajnikowa poniżej sczytu Rossbrand.

Czymś takim zjechaliśmy aż na 960mnpm, czyli prawie 800 metrów w pionie i przyznam szczerze, na takich drogach jest to dużo bardziej przerażające niż jazda większością górskich szlaków. Dość powiedzieć, że dawno już tak nie przypiekłem tarcz, jak podczas tego zjazdu.

Na koniec podjechaliśmy jeszcze do malutkiego zalewu, w którym potoki Warme Mandling i Kalte Mandling łączą się, by dalej popłynąć już jako Mandlingbach. Tu mieliśmy okazję zrobić coś, co uwielbiałem jako dziecko, czyli przejechać rowerem przez strumień :)
Forsowanie przeszkody wodnej

Stamtąd już kawałek delikatnie pod górę i już byliśmy z powrotem w Filzmoos. Ja znów musiałem wrócić autem (tym razem z córką, której już się nie chciało jeździć), a Jaśniemałżonka znów wróciła do Eben rowerem, dobijając sobie dodatkowe 12km zjazdu.

Bikepark Schaldming

Środa, 12 sierpnia 2026 · Komentarze(0)
Pierwotnie mieliśmy wjechać na górę o własnych siłach i zjechać niebieską trasą, ale ponieważ ostatnio podjeżdżanie poszło tak "dobrze", wykupiliśmy całodniowy karnet na kolejkę linową i postanowiliśmy trzaskać zjazdy do oporu. 
Na tapetę poszło Peak Flowline oraz Stadium Flowline. Łącznie około 15-16km zjazdu i trochę ponad 1000m w pionie. 
Gdzie pod koniec pierwszej części zaliczyłem małą kontuzję - nie wywaliłem się, ale szarpnięcie było na tyle mocne, że do środkowej stacji wyciągu dojechałem już z objawami lekkiego wstrząśnienia mózgu: nudnościami, zawrotami głowy itp. Drugą część, czyli Stadium Flowline przejechałem tylko w części, w tempie mocno emeryckim i przy pierwszej okazji zjechałem na dół już drogą. Resztę dnia spędziłem siedząc w aucie na podziemnym parkingu.
Jaśniemałżonka z córką, zaliczyły jeszcze dwa zjazdy. Młodej zjeżdżanie spodobało się dużo bardziej niż podjeżdżanie i ponoć już przy drugim zjeździe całkiem wymiatała. 
Ostatecznie córka zaliczyła tego dnia trzy kompletne zjazdy, nabijając ponad 45km śmigania na zjazdach, a Jaśniemałżonka trzy i pół zjazdu, co dało jej tych kilometrów ponad 50.
Według córki, był ot najlepszy dzień wyjazdu i dopytuje, gdzie tu bliżej od nas jest jakiś bikepark. 

Progenitura na Stadium Flowline w Bikepark Schladming

Progenitura na Stadium Flowline w Bikepark Schladming © bendus

Oberhofalm

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 · Komentarze(2)
Zabierając rowery na wakacje z córką w Alpach, spodziewałem się, że jazda będzie po szuterkach, a alpejskie będą tylko widoki. Liczyłem się z tym, że wycieczki będą mocno "lajtowe", ale nie sądziłem, że aż tak bardzo jak  ta.
Autem podjechaliśmy z kwatery do Filzmoos i ruszyliśmy w stronę gospody Oberhofalm u podnóża Große Bischofsmütze. Zaczęliśmy dość intensywnym podjazdem i Dziecię powiedziało "nie". Zdarzało się jej w polskich górach trzaskać trudniejsze podjazdy, a tym razem coś nie pyknęło i jechać nie chciała. Przejażdżka zamieniła się więc w spacer.
Powtarzało się to potem na każdym podjazdowym odcinku, niezależnie od nachylenia.
W wielkich bólach dotarliśmy w końcu do celu, zjedliśmy obiad, ale o jakimkolwiek przedłużaniu wycieczki nie mogło być mowy - asfaltem zjechaliśmy do auta i zakończyliśmy przejażdżkę. Tzn. zakończyłem ja, bo Panie uznały, że do naszej kwatery w Eben im Pongau wrócą sobie rowerami. Trasa była już praktycznie cały czas w dół, więc chyba się nie przemęczyły. Ja musiałem pojechać autem. 

Widok z drogi powyżej Filzmoos & Epic Evo

Alpejski widoczek

Gospoda Oberhofalm, a w tle wieża nadajnikowa na Rossbrand

Große Bischofsmütze (2458 mnpm) i Armkarwand (2351 mnpm)

Szlak Wygasłych Wulkanów 2/2

Niedziela, 2 sierpnia 2026 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Drugi dzień na Szlaku Wygasłych Wulkanów. Zaczęliśmy go od opuszczenia szlaku - zamiast wspinać się żółtym na WIelisławkę (co oznaczałoby pewnie wpychanie rowerów), wjechaliśmy szuterkiem w rejon Gozdna, a potem singletrackiem (trasa "Gozdno 1") wspięliśmy się na Zawodną. 
Między Sędziszową a Gozdnem


Dziś widoczność była znacznie lepsza, więc podczas podjazdu mieliśmy widoki na Karkonosze (choć akurat na powyższym zdjęciu średnio je widać), a z wieży widokowej na Zawodnej też było na co popatrzeć. 
Widok na Ostrzycę z wieży widokowej na Zawodnej
Z Zawodnej zjechaliśmy kawałek singlem, a potem opuściliśmy go, by zjechać do Gozdna. Tu mały zonk, bo na mapie była droga, a w rzeczywistości władowaliśmy się na pole. Ostatecznie jednak po chwili przedzierania się przez krzaki i kawałkuj pchania, znaleźliśmy się tam gdzie trzeba. 
Według mapy tu powinna być droga

Rowerzysta na polu

W Godznie Jaśnieżona się zgubiła - została w tyle na podjeździe i zamiast skręcić w szlak, pojechała asfaltem do Świerzawy, czyli prawie wróciła, do miejsca, z którego dziś rano ruszyliśmy. Wymusiło to małą zmianę planów i zjazd trasą "Pod Grzybkami" i "Dwa Wąwozy" aż do Rzeszówka. Tragedii nie było, bo i tak rozważałem taką wersję trasy. 
Droga prowadząca na wzgórze z wieżą

W Rzeszówku zostaliśmy poczęstowani przez staruszkę papierówkami. Było to bardzo sympatyczne, zwłaszcza, że zwróciła się do nas per "młodzi ludzie". Ponieważ średnia wieku naszej radosnej gromadki wynosiła 42 lata (Jasniemałżonka zaniżyła), to byłem tymi słowami mile połechtany :)
Z Rzeszówka dotoczyliśmy się do Kondratówka, gdzie wróciliśmy na żółty szlak i gdzie grupka znów się podzieliła - Jasniemałżonka, uznała że ma dość i postanowiła wrócić do Złotoryi po auto a ja z M. już teraz w stricte męskim gronie pojechaliśmy dalej szlakiem. 

Koło wsi Pomocne, w rejonie Czartowskiej szlak nam praktycznie zniknął, więc znów było pchane.
Żółty szlak między Pomocnem a Czartowską Skałą

Czartowska Skała

Kawałek za Czartowską Skałą, w Myślinowie znów opuściliśmy żółty szlak, by przejechać cały Wąwóz Myśliborski. Czarny szlak wzdłuż potoku był to chyba jednym z fajniejszych odcinków trasy, choć po ostatnich deszczach był miejscami mocno pozarastany przez jeżyny i przebycie go utoczyło nam trochę krwi.  
Czarny szlak w Wąwozie Myśliborskim

Na czarnym szlaku w Wąwozie Myśliborskim

W Myśliborzu spotkaliśmy się z Jasniemałżonką, która podjechała tu autem ze Złotoryi i podjęliśmy decyzję o odpuszczeniu sobie dalszej części szlaku - zrobiło się trochę późno, a przed nami był jeszcze spory kawałek autem (zwłaszcza przed M, który musiał wrócić aż za Warszawę).
Wrzuciliśmy rowery na bagażnik i podjechaliśmy jeszcze na obiad w Black Horse Bar & Grill, który mijaliśmy jakiś czas wcześniej jadąc na rowerach. 

Szlak Wygasłych Wulkanów 1/2

Sobota, 1 sierpnia 2026 · Komentarze(0)
Z Jaśniemałżonką™ (której konto ostatnio zniknęło z BS) i kolegą jeszcze z czasów liceum wybraliśmy sią na objazd Szalku Wygasłych Wulkanów. Prowadzi on ze Złotoryi do Legnickiego Pola. My planowaliśmy zrobić z niego pętlę z początkiem i końcem w Złotoryi oraz nie trzymać się go zbyt ściśle w miejscach, gdzie robił się niezbyt przyjazny rowerom, albo tam, gdzie byłą w okolicy ciekawsza trasa. 
Prognozy na weekend (zwłaszcza na sobotę) były dość niepewne, ale kwatera była już opłacona, kolega miał zgodę swej żony, Bejbor wysłany na kolonie, więc nie można było niczego przekładać. 

Bród na rzece Skora w Wojcieszynie


Pierwszy postój wypadł w Uniejowicach, w prywatnym Muzeum Armii Czerwonej i Wojska Polskiego Uniejowicach. Miejsce lata swojej świetności ma ewidentnie już dawno za sobą, ale mimo wszytko jest niezłą ciekawostką. 
W Muzeum Armii Czerwonej i Wojska Polskiego Uniejowicach

Potem były ruiny folwarku koło zamku Grodziec...

Ruiny folwarku
... i wreszcie sam zamek. (i pierwszy wulkan, a właściwie nek wulkaniczny na trasie)
Zamek Grodziec
Za zamkiem piękna na początku pogoda zaczęła się psuć, więc "mocniej" wdepnęliśmy w pedały i pojechaliśmy w stronę Ostrzycy, czyli "wulkanu" numer dwa.
Gdzieś na Szlaku Wygasłych Wulkanów

Stary wiadukt kolejowy koło Nowej Wsi Grodziskiej

Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w Twardocicach, by zobaczyć ruiny kościoła szwenkfeldystów, a do tego był tu otwarty sklep, gdzie mogliśmy uzupełnić napoje i coś zjeść. 
Ruiny kościoła szwenkfeldystów w Twardocicach
Kawałek przed Ostrzycą złapał na deszcz. Całe szczęście góra jest zalesiona, więc nie przemokliśmy kompletnie. Wjechaliśmy na górę ścieżką powstałą w ramach projektu Kaczawskie Single Tracki. Z powodu deszczu i kiepskiej widoczności darowaliśmy sobie targanie rowerów na sam szczyt, tylko zjechaliśmy na dół (również singlami).
Zamglone Góry Kaczawskie
Potem znów wróciliśmy na szlak i dojechaliśmy nim do Sędziszowej, gdzie zjedliśmy wyśmienity obiad w Młynie Wielisław. Po jedzeniu jeszcze uzupełnienie napojów na stacji benzynowej i dojazd do agroturystyki na nocleg. 

Singletrack Galcensis - Zdrój/Trojak/Samotnik & Orłowiec

Sobota, 4 lipca 2026 · Komentarze(0)
Kategoria Góry, Góry Złote
Uczestnicy
Pierwsza w te wakacje sobota bez Bejboka, stanowiła wspaniałą okazję, by wybrać się na jeden dzień w góry. Wybór padł na Lądek zdrój i tamtejsze trasy powstałe w ramach Singletrack Glacensis. Do tej pory miałem mieszane uczucia co do SG (a Jaśniemałżonka™ ich zupełnie nie lubi), ale dawały gwarancję, przejezdności, co dla mnie, starego grubasa bez formy, było wielką zaletą. Poza tym Trojak ma opinię jednej z lepszych pętli, więc wypadało się przekonać. 

Ostatecznie wyszło nieźle - zarówno Trojak, jak i Orłowiec były wyraźnie podzielone na część podjazdową i zjazdową, więc była nagroda za kręcenie pod górę. Zjazdy były całkiem miłe, z na ogół dobrze wyprofilowanymi zakrętami (co na wielu trasach w ramach SG wcale nie jest oczywiste). Miłym akcentem był też smaczny pstrąg w Stawach Biskupich.
Na koniec złapałem gumę w tylnym kole, ale nawet to nie było mi w stanie posuć humoru, bo jazda i tak była gites.

Widok na Masyw Śnieżnika z Trojaka

Rynek w Lądku Zdroju

Widoczek z pętli Orłowiec

Epic EVO & Chisel

Góry Izerskie z Państwem R.

Piątek, 3 października 2025 · Komentarze(0)
Góry Izerskie rodzinnie + ze znajomymi. Dla nich była to pierwsza jazda rowerami po górach i patrząc na to jak się umęczyli, to mogła być też ostatnia.

Rodzinne foto przy kopalni

Na Sinych Skałkach

Hala Izerska

Rzeka Izera

Beskid Mały

Sobota, 13 września 2025 · Komentarze(0)
Kategoria Góry, Beskid Mały
Pojechaliśmy do "Enrgylandii". Tzn. pojechaliśmy do oddalonej do Zatoru o godzinę jazdy samochodem miejscowości w Beskidzie Małym, gdzie wynajęliśmy domek. Następnie Panie z dziećmi, w sobotę pojechały do "Energylandii", a ja z kolegą wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy w góry. Proste, czyż nie?

Pierwsza dyszka na luzaku, potem ostry podjazd/wypych do Gibasówki. Dalej fajnym szlakiem po grani, w kierunku Leskowca. Po postoju w schronisku zjazd do domu w strugach deszczu i wśród walących chyba całkiem blisko piorunów. Fajnie, ale wolę Sudety.

Poranek w Beskidzie Małym

Chata na Gibasówce

Widok z Gibasówki na Babią Górę, Pilsko i jeszcze kilka innych szczytów

Szlak w Masywie Leskowca

Buk przy szlaku

Singletrack Glacensis

Czwartek, 21 sierpnia 2025 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Dziś pojechaliśmy z Młodą na single. 
Jaśnieżona™ nie znosi raczej tras Sinngletrack Glacensis, bo na wielu z nich nie ma wyraźnego podziału na część podjazdową i zjazdową. Zamiast długich podjazdów i następującej po nich nagrody, jest wrażenie, że cały czas się podjeżdża, a potem jest koniec :)
 Trochę ją rozumiem, ale z drugiej strony trasy są łatwe i raczej bezpieczne, więc w sam raz dla naszej niskopiennej góralki, zwanej potocznie córką.
Na tapetę poszła pętla Pod Śnieżnikiem i Ostoja. 
Młodzież zaczęła jazdę z fochem, bo całą drogę dojazdową w aucie spędziła w telefonie i w efekcie, na górskich serpentynach zaliczyła ostrą chorobę lokomocyjną i rzyganko. 
Wraz z upływem czasu i kilometrów, nastrój jednak się poprawiał i radziła sobie świetnie. Jaśnieżona™ weszła natomiast w tryb podjazdowy i mieliła wszystkie podjazdy o nachyleniu powyżej 1% na przełożeniu 22/51. W efekcie musieliśmy z Bejborem czekać na Nią dość długo na zakończeniu każdego podjazdu. 
Finał był w Międzygórzu. Tradycyjnie w pizzerii "Wilczy Dół".

Singlertack Glacensis

Singletrack Glacensis - Ostoja

Korzenisty podjazd na trasie Ostoja

Bejbor na kładce

Góry Stołowe

Poniedziałek, 18 sierpnia 2025 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Na wakacyjny wyjazd zaniosło nas w tym roku w Góry Stołowe. Rowery też zaniosło. 
Trasa to wariacja na temat zielonego szlaku rowerowego, wzbogacona przez dodanie prawdziwie "górskich" elementów. Bez tego całość byłaby praktycznie po leśnych drogach i szutrówkach.
Odcinek prowadzący przez Skalne Grzyby okazał się wybitnie nierowerowy i niestety tam było sporo pchania, ale za to wynagrodziła nam to możliwość oglądania fantazyjne skał, w pobliżu których prowadził szlak. 
Młodzież radziła sobie nadspodziewanie dobrze, pokonując korzenie, kamienie i podajzdy, czy wreszcie pchając rower bez większego narzekania. 
Ponieważ schronisko było dopiero pod koniec trasy (a bejbor z pustym brzuchem szybko traci wolę walki), taszczyłem w plecaku mini kuchenkę gazową, by gdzieś po drodze zrobić sobie postój na ciepłe żarcie. Ponieważ nie zabrałem ze sobą sztućców, to mieliśmy niepowtarzalną okazję, by spożyć Gorące Puree Knorra za pomocą łyżek do opon :)



Góry Stołowe - żółty szlak na pd.-wsch. od Lisiej Przełęczy

W Górach Stołowych

W Górach Stołowych

W Górach Stołowych

Góry Stołowe - Szlak przez Skalne Grzyby

Góry Stołowe - Skalne Grzyby

Końcówka szlaku przez Skalne Grzyby

Postój

Szlak w Stronę Pasterki

Szczeliniec widziany z okolic Pasterki