Kolejna (druga) edycja Po Grudzie Bike Race w okolicach Zalewu Sulejowskiego i Spały.
Piękny dzień na jazdę, trasa przez większość czasu fajna, towarzystwo miłe (startowałem razem z Jasniemałżonką i kolegą) i tylko wmordewind straszliwy.
Desperacka próba wciśnięcia gdzieś dłuższej wycieczki rowerowej przez końcem kwietnia. Było powoli i z wielką przerwą na obiad w Głownie, ale udało się :)
Rodzinnie na lody i frytki do Arturówka. Trasa wyszła fajna - sporo przez lasy, chaszcze, albo bocznymi drogami z zerowym ruchem samochodów. Sam Arturówek średnio - ładna pogoda nie tylko nas wygnała z domu, więc wszędzie były tłumy. Dziecię bardzo nie chciało jechać, ale jak już ruszyliśmy to się rozkręciło i chyba nawet się podobało.
Po raz pierwszy pojechałem na nowych kołach. Poprzednie (Easton EA90AX) wyzionęły ducha. Zakładając nowe opony, zauważyłem, że spora część nypli w tylnym kole "wychodzi" z obręczy. Koła były fajne, szerokie, lekkie i na fajnych piastach, ale najwyraźniej trochę za słabe na mój ciężki tyłek i okazjonalną jazdę w terenie z bagażem. Może kiedyś zaplotę na tych piastach nowe koła z jakąś mocniejszą obręczą, a póki co wleciały Mavic Allroad, bo w centrumrowerowe.pl były w atrakcyjnej cenie. Dziś pierwsza jazda na nich i bardzo podoba mi się, fakt, że mechanizm zapadkowy jest bardzo cichy - praktycznie niesłyszalny.
Dojazd do i z pracy.
Rano mgła i 3 stopnie, w drodze powrotnej słoneczko i ciepełko.
Spóźniłem się do pracy, bo po drodze złapałem gumę. Rozpieszczony poprzednimi ponad czterema tysiącami km bez takiej przygody (jazda na mleku), nie miałem przy sobie dętki i pompki. Ostanie 3km do pracy zrobiłem z buta i spóźniłem się srodze.
Na działkę do Teścia. Młodzież oczywiście koszmarnie protestowała przed wyjściem, ale potem się rozkręciła i przejechała wycieczkę w dobrym humorze z koszmarnym słowotokiem :) Na polnych drogach miejscami błoto po osie, ale to głównie zasługa zabaw osób rozjeżdżających je samochodami terenowymi.
Dawno nie było takiej zimy. W lasach fajnie, ale na polnych drogach miejscami zaspy po osie. Na koniec zawieja śnieżna wciskająca śnieg w oczy. Mimo małego dystansu, styrałem się jak dziki.
Po długiej przerwie wracam na bikestats'a.
W życiu ostanio działo się wiele dużych rzeczy i nie za bardzo była okazja by myśleć o blogu. W związku z tym w 2014r. skasowałem swoje konto, bo i tak na nie nawet nie zaglądałem. Zauważyłem jednak, że brakuje mi tej odrobiny rowerowego ekshibicjonizmu i że bez tego kołaczącego się po głowie zdanka: "Będzie fajny wpis", trudno skłonić się nieraz do wymyślenia ciekawej trasy, do zrobienia podczas wycieczki zdjęcia, czy w ogóle do wyjścia na rower.
Teraz pomału odtwarzam zawartość bloga z zapisanego kiedyś pliku csv (trochę się wpisów przez 8 lat uzbierało) i mam nadzieję, że będę miał tez okazję dodawać nowe wycieczki bo chciałbym bardzo wrócić do rowerowania :)