Wpisy archiwalne w kategorii

Zalew Sulejowski i okolice

Dystans całkowity:1037.41 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:11:47
Średnia prędkość:14.92 km/h
Suma podjazdów:368 m
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:79.80 km i 3h 55m
Więcej statystyk

Łódź-Olechów/Tomaszów Mazowiecki/Smardzewice

Niedziela, 23 sierpnia 2026 · Komentarze(0)
Pojechałem dziś nad Zalew Sulejowski, ale trochę oszukiwałem - podjechałem pociągiem do stacji Łódź Olechów - Zachód, bo nie chciało mi się przebijać przez całą Łódź. 
Stamtąd droga była już całkiem przyjemna - sporo (większość?) dróg leśnych i polnych, kawalątek singielkiem, a z racji niedawnych opadów bardzo mało piachu.
Miałem pojechać najpierw do Spały, a dopiero potem do Smardzewic nad zalew, ale ponieważ planowałem wrócić z Tomaszowa pociągiem, okazało się, że może nie starczyć mi czasu i w końcu Spałę sobie odpuściłem. 
Koło zapory zjadłem zapiekankę i pojechałem do Tomaszowa Mazowieckiego na dworzec. 
Pierwsza od bardzo dawna trochę dłuższa wycieczka bez towarzystwa. Już zapomniałem, jak przyjemnie jeździ się samemu.

Widoczek z mostka nad Miazgą

Leśna ścieżka w okolicy Nowych Chrustów

Droga wzdłuż torów z Koluszek do Tomaszowa Mazowieckiego

Bio-szlaban

Zalew Sulejowski i zapora w Smardzewicach

Mikrowyprawa 2/2

Piątek, 31 maja 2024 · Komentarze(0)
Dzień drugi. Dziś już wszystko poszło zgodnie z planem - nie było żadnych ulew, skracania trasy itp. 
Na końcu mały zgrzyt w postaci braku miejsc na rower w dwóch kolejnych pociągach InterCity w stronę Łodzi. W efekcie musieliśmy czekać ponad dwie godziny na dworcu w Tomaszowie, ale nadal mają tam bar z goframi, jak przed laty, więc nie był to do końca stracony czas :)

Bejborowi wycieczka się podobała i wyraża chęć na kolejne. Super.



Inowłódz - Niegdyś synagoga, dziś sklep

Inowłódz - Niegdyś synagoga, dziś sklep

Inowłódz

Przydrożny krzyż w Brzustowie

Linia kolejowa z Tomaszowa do Opoczna

Nad Zalewem Sulejowskim

Gdzieś nad Pilicą

Betonowa kładka gdzieś na brzegu PIlicy

Gofr na dworcu w Tomaszowie Mazowieckim

ŁKA do domu

Mikrowyprawa - 1/2

Czwartek, 30 maja 2024 · Komentarze(0)
W "bożocielny" weekend postanowiłem wyciągnąć rodzinę na malutką wyprawę rowerową. Dystans nie mógł być zbyt długi, z uwagi na możliwości dziewięcioletniej rowerzystki, musiało być w miarę płasko, niezbyt trudno pod względem terenowym, musiało być sporo miejsc na postoje w fajnych miejscach i najlepiej jeszcze, żeby dojazd na start wyprawy był pociągiem (bo Młoda uwielbia jazdę pociągami). Wszystkie te warunki spełniały rejony Zalewu Sulejowskiego, więc w czwartek rano wsiedliśmy do pociągu w naszych Grotnikach i po jakimś czasie zameldowaliśmy się w Tomaszowie Mazowieckim. 
Stamtąd to już wielokrotnie niegdyś przerabiany klasyk - Niebieskie Źródła, zapora w Smardzewich, Jeleń i Spała. 
Był plan na trochę więcej, ale po drodze, kawałek przed Jeleniem, złapała nas ulewa i kompletnie przemoczyła. W związku z tym zamiast kręcić dalej po lasach, pojechaliśmy do kwatery w Spale, by się porządnie wysuszyć i przygotować na drugi dzień jazdy. 
Skansen Rzeki Pilicy

Niebieskie Źródła

Staw w lesie koło TKSM

Prawym brzegiem Pilicy w stronę Smardzewic

Zapora w Smardzewicach

Szutrową autostradą przez las

Stary budynek stacji w Jeleniu

W schronie kolejowym w Jeleniu

Czacha dymi

Sobota, 14 kwietnia 2012 · Komentarze(0)
Dzień dzisiejszy zaczął się bardzo wcześnie - budzik zadzwonił o 4.30. Wstawanie o takiej porze do łatwych nie należy, ale trzeba było złapać pociąg o 6.03 z Kaliskiego, więc wyboru nie było. Już w pociągu spotkaliśmy towarzyszy naszego dzisiejszego szwędania - Izę i Marcina.
Pociąg ruszył punktualnie, do Tomaszowa dojechaliśmy o 7:40 i... dupa! W Tomaszowie leje. Spuściwszy nosy na kwintę pojechaliśmy na żarło do McDonald's, by tam w cieple przemyśleć nasze plany wycieczkowe. Ostatecznie uznaliśmy, że jednak jedziemy zgodnie z planem.
Potoczyliśmy się w stronę Zalewu Sulejowskiego, zatrzymując się (jak zawsze) na fotkę przy progu poniżej zapory.

Od lewej: Jaśnie Maria, Jaśnie Marcin, Jaśnie ja i Jaśnie Iza.


Potem szybki transfer na zaporę i już mogliśmy podziwiać zalew i "piękne" widoki.


... co niezbyt dobrze wpływało na mój humor (nie znoszę deszczu).
.

Nie było jednak co rozpaczać, tylko trzeba było brać dupska w troki i jechać dalej.
Poprowadziłem grupę przez lasy, kierując się z grubsza na Inowłódz.




Klimat był mocno jesienny, ale jechało się w miarę miło, a do tego po jakimś czasie pogoda zaczęła się nawet klarować.




I tak jechaliśmy, jechaliśmy, aż dotarliśmy do dobrze nam znanego czerwonego szlaku, na którym to Siwy miał okazję zemścić się i pokonać na rowerze Słomiankę, czyli rzeczkę, która poprzednio sprawiła nam tyle trudności.


Potem Inowłódz, zakupy...


...ognisko i synchroniczne picie piwa:)


Jeśli ktoś pomyślał sobie, oglądając powyższe zdjęcie, że nie powinno się używać kasku jako podpórki pod patyk z kiełbasą, to... ma rację! Efekty bowiem moga być tragiczne, a mianowicie może mieć miejsce:
EPIC FAIL


Po obiadku przy ognisku ruszyliśmy w drogę do Spały, jadąc wzdłuż brzegu Pilicy.






Jechało się tak dobrze, że wszyscy się nieźle rozgrzali i trzeba było zdjąć "obciski" :P


Potem była Spała, Konewka i leśno-polna (z małymi wstawkami drogowymi") wariacja na temat powrotu do Tomaszowa. Urozmaicone to wszystko przeprawą przez stary jaz na rzece Gać.




Potem już tylko ciapąg do Łodzi...

... z przesiadką w Koluszkach (i obowiązkowym cykaniem zdjęć lokomotywom)...


...i w końcu przydługi przejazd przez miasto ze stacji Łódź-Widzew do domu.

Było miło, a gdyby odmeldowali się wszyscy, którzy zapowiadali swoją obecność, to byłoby jeszcze milej. Niech Ci, którzy się nie wybrali, żałują że wybrali kiszenie się w fotelu :P

P.S. Ludzie potrafią być zdrowo popieprzeni. W porannym pociągu z Koluszek do Tomaszowa jechała z nami jakaś para - baba koło 40-50 i jakiś trochę młodszy koleś. Oboje, wbrew zakazowi, palili namiętnie. Oczywiście, żeby być z fajami jak najdalej od konduktora, robili to na samym końcu składu, czyli obok przedziału dla podróżnych z większym bagażem ręcznym, który zajmowaliśmy my z rowerami. Mimo próśb ze strony Siwego, odmówili zgaszenia fajek, a rozmowa dość szybko zmieniła się w niezgorszą pyskówkę. Nie chcieli zgasić petów, a do tego w dość brzydkich słowach opieprzali dziewczyny, ze siedzą tak, ze zajmują dwa miejsca (a "dobrze wychowane panienki nie robią"). Oczywiście argument chybiony, zwłaszcza, że w całym pociągu jechało raptem z 10 osób. Awantura rozwijała się pięknie (już z udziałem wezwanego przez Siwego kierownika pociągu) - były flugi, groźby - baba bardo głośno odgrażała się, że nam przypieprzy. Ostatecznie trzasnęliśmy jej przed nosem drzwiami, co wkurzyło ją tak, że wpadła do nas, kopnęła Marysię i wysiadła z pociągu... O_o
Dzięki tej przygodzie krew szybciej płynąć zaczęła i przynajmniej wszyscy dobrze się wybudziliśmy :)
Lubię jeździć pociągami, ale ludzi którzy nimi podróżują nie znoszę.

Piep...ć aktywny wypoczynek. Dajcie mi leżak!

Niedziela, 29 maja 2011 · Komentarze(0)
Dawno nie odbyła się żadna grupowa wycieczka i nic nie zapowiadało, że w ten weekend taka się trafi. Tymczasem w sobotę zadzwonił Siwy i powiedział coś, co w telegraficznym skrócie można ująć tak: "Adamie, Mario, jutro przyjeżdża Iza, więc jutro jedziemy na wycieczkę. Ruszcie dupska, lenie!"
No to pojechaliśmy. Niewiele brakowało, by wszystko spaliło na panewce, bo rano pojawiły się dosyć poważne problemy z wyrobieniem się na pociąg. Ostatecznie jakoś się udało (tętno przedzawałowe podczas szaleńczej gonitwy przez miasto na dworzec) i jakoś dotarliśmy do Piotrkowa Trybunalskiego.
Stamtąd pojechaliśmy do Sulejowa. Można kulturalnie asfaltem, a można przez las. Wybraliśmy oczywiście las. Po drodze było trochę błota.



Dzięki takim atrakcjom nasze wypucowane rowerki szybko osiągnęły mniej więcej taki stan.


Całe szczęście błoto dość szybko się skończyło i do ujścia Luciąży dotarliśmy już bez problemów.

Tam Siwy zasnął podczas robienia wheelie (całą noc dłubał przy rowerze Izy i się biedak nie wyspał) i się wywalił. Przypadkiem byliśmy tam z kamerą :)

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tBnmWSgCFzs"> <embed src="http://www.youtube.com/v/tBnmWSgCFzs" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>
Gleba go trochę obudziła i dzięki temu do knajpy mieszczącej się w budynkach opactwa Cystersów w Podklasztorzu dojechaliśmy już bez dalszych przygód. Tu nastąpiła przerwa na piwko, soczek, zupkę, inne atrakcje (np. obsrały mnie ptaki) i związane z nimi mycie głowy:)

Z Podklasztorza potoczyliśmy się krótkim odcinkiem asfaltu, gdzie wszyscy zaliczyli po focie (ja nie:/)






Asfalt skończył się szybko i znów wpadliśmy w las.





i "pomknęliśmy" brzegiem zalewu w kierunku zapory. Po drodze było kilka postojów. Podczas jednego z nich starałem się nauczyć wszystkich starochińskiej techniki lewitacji, ale coś nie wyszło :(


Na kolejnym postoju trochę popluskaliśmy się w wodach zalewu i pogapiliśmy się na windsurferów. (Siwy bił brawo przy każdej glebie.. nie wiem, czy jak wywalasz się na wodzie to nadal gleba, zaliczonej przez nich), a potem pojechaliśmy na lody koło zapory w Smardzewicach.


Potem jeszcze fota grupowa poniżej zapory i "biegiem" do Tomaszowa na gofry (i pociąg, którym wróciliśmy do Łodzi).


Honorowy patronat nad wycieczką objął Super Lover

Nogi mi się palą!

Sobota, 16 kwietnia 2011 · Komentarze(1)
"Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata" Niech mi ktoś powie, że to nie jest prawdą, to szczelę w japę, albo moje drugie imię nie jest Stefan (a nie jest). Ale.. po kolei:
W sobotni poranek budzik zadzwonił kilka minut po piątej. Pora wybitnie nieboska, za oknem -1 °C, ale wstać trzeba, bo pociągi na maruderów nie czekają. Gdzieś po drodze na Łódź Fabryczną spotykaliśmy Siwego i już we trójkę zalogowaliśmy się na pokładzie EN-57 do Tomaszowa Mazowieckiego.
Na miejscu szybki pączek i w drogę. Najpierw klasycznie: Niebieskie Źródła, schron kolejowy w Jeleniu, ale potem postanowiłem, że przecież nie można jechać zwyczajnie asfaltem i zaczynamy jazdę "na czuja". Dopóki nie znaleźliśmy się w bezpośredniej bliskości Pilicy, wszystko szło super. Potem jednak zaczęło robić się mokro, aż skończyło się brodzeniem w rzece Słomiance (próbowaliśmy z Marcinem most zbudować, ale nie wyszło) i zabawą w Jezusa na jakimś bagienku.
Wszystko to odbywało się dosłownie kilkadziesiąt metrów od wygodnego, znakowanego szlaku, ale cóż... przynajmniej było ciekawie:) Dobrze, że chociaż pogoda poprawiła się znacznie od rana i słoneczko ogrzało świat do blisko 20 stopni. Gdyby przyszło brnąć przez wodę w takim zimnie, jak rano, to podejrzewam, że Siwy do spółki z Marysią powiesiliby mnie na pierwszym lepszym drzewie, a potem sami pomarli z wyziębienia. Całe szczęście taki finał z rodem z greckiej tragedii nie był konieczny, a w nagrodę za trudy była kiełbasa upieczona na ognisku i zimny browarek wypity na brzegu Pilicy.
W drodze powrotnej przyszło nam znowu zamoczyć nogi w Słomiance, bo mostek na czerwonym szlaku się wziął i się zarwał. Moi towarzysze zdjęli buty, podkasali spódnice i przebrnęli przez rzeczkę, a ja sforsowałem ją jak panbuk przykazał - w butach i skarpetach.
Potem, w Spale, znów było piwo (na rozgrzewkę i odkwaszenie, a więc w celach stricte terapeutycznych) i na koniec przejazd czerwony szlakiem do Tomaszowa. Podczas przejazdu owego na zmianę z Marcinem spinaliśmy się, żeby na filmiku wyszło, że jedziemy szybko i obojgu nam przyszło to potem odchorować.
Następna wycieczka musi być bez moczenia nóg i bez napinania. Wszystkim to na zdrowie wyjdzie :)

A teraz filmik i zdjęcia lub jak kto woli "multimedia".

Pierwej filmik. Jeśli przeszkadzają komuś słowa na 11 literę alfabetu (sztuk:6), to proponuję, by raczej bez dźwięku obglądnął :)

Muzyka: Beastie Boys "Sabotage" [Alex Metric re-edit]

Zdjęcia kiepściuchne, ale marysiowy soniak robi foty prawie tak kiepskie jak telefon komórkowy... cóż...
Do tego będzą nie po kolei, bo chronologia to imperialistyczny wymysł, mający zniewolić masy (?)

Razem z Siwym rozpalamy ognisko. Jak zwykle pomocne okazują się bilety PKP. Dpdatkowo na zdjęciu świetnie widać moją aero-fryzurę :P


"Dworzec" autobusowy, czyli najbardziej lanserska miejscówka w Inowłodzu. Przykro mi, ale jeśli nie masz tu słit foci, to jesteś nikim.


Wg. słownika języka polskiego, ambona to: 1. przyścienna mównica w kościołach chrześcijańskich, służąca do wygłaszania kazań; 2. platforma nadziemna, stosowana podczas polowań do obserwacji zwierzyny
Powiedzmy, że widocznym tu bohaterom udało się połączyć obydwie funkcje - weszli na ambonę "2", i pieprzyli głupoty jak to zwykle robią ludzie z ambony "1"


Jazda też była. O, np przez las


Myślałem, że gorzej już nie będzie, ale nie wiedziałem jeszcze, że za najbliższymi drzewami płynie rzeka, a za nią jest bagienko. Dość powiedzieć, że dotarcie do widocznego w oddali lasu zajęło nam ponad godzinę.


Budynek stacji kolejowej w Jeleniu. Li i tyle.


Nasza nowa świecka tradycja - zdjęcie Marysi z rowerem, w rezerwacie Niebieskie Źródła.

(a tu foty z: V.2007, III.2008, V.2008 i VI.2009

Błotnista ścieżka na brzegu Pilicy przed Inwołodzem.


Bezalkoholowe ;)


Pożyczone :D

36 STOpni

Sobota, 17 lipca 2010 · Komentarze(0)
 Rano rzuciłem propozycję: wyprawa nad jakąś wodę. Właściwie, to miałem zamiar jechać samochodem, ale jakoś tak się porobiło, że pojechaliśmy (ja i Marysia) rowerami.
Było dosyć ciężko - pogodynka pokazuje, że temperatura osiągnęła dziś w łódzkiem 36 stopni. W słońcu i nad asfaltem musiało być dużo więcej. Miejscami koła przyklejały się do nawierzchni i odrywały się od niej z nieprzyjemnym, prawie chlupoczącym dźwiękiem.
Mimo to jechało mi się dobrze. Nie mogę powiedzieć tego samego o Marysi. Najpierw zbuntowało się jej zjedzone naprędce śniadanie z McDonald's, a potem przeszła w stan z pogranicza udaru cieplnego. Dzięki bogu dłuższy postój w cieniu pomógł i jakoś dojechaliśmy nad Pilicę w rejonie Smardzewic. Tutaj rozłożyliśmy ręczniczki (w cieniu) i chwilę poleżeliśmy oraz zaliczyliśmy rytualną, orzeźwiającą kąpiel.
Długo się nie wylegiwaliśmy (no bo ile można?) i pojechaliśmy do Tomaszowa, by tam zjeść po gofrze (wyśmienite mają na dworcu PKP. Gorąco polecam) i już na pokładzie "kibelka" wrócić do Łodzi. Setka stuknęła całkiem przypadkowo, ale biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, to jestem z niej całkiem dumny.
Z Marysi też jestem dumny :)







Gofr na dworcu kolejowym, czyli tomaszowskie "the best of..."

Ta chusta na głowie, to jedyny sposób, bym po rowerze nie miał opalonych na głowie kropek przez otwory wentylacyjne w kasku, ale potraktować można ją jako piracką chustę, a więc również taki mały manifest: "Tak, jestem pastafarianinem!" :)

Temperatura nie zachęcała do postojów i fotografowania, więc zdjęcia raczej parszywe wyszły i dlatego się nad nimi tak poznęcałem.

"Wcale nie jest tak głęboko"

Niedziela, 14 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Pobudka bardzo wczesna (6 rano), ale nie wypadało się spóźnić, bo dzisiejsza wycieczka miała odbyć się w nieco szerszym gronie niż zwykle. Spotkanie zarządziłem o wczesnej godzinie, aby za sprawą miłosiernie nam panujących PKP ruszyć w świat. Na Dworcu Fabrycznym stawiliśmy się w komplecie: ja, Marysia i Marcin (miała być jeszcze Kinga ale nie wyszło). Władowaliśmy się w "kibelka" i po dwudziestu kilku minutach powitaliśmy piękne miasto Koluszki. Stamtąd drogami polno-leśnymi (oraz pewną ilością pól, ale już bez dróg) dotarliśmy do Tomaszowa Mazowieckiego. Po drodze było kilka kałuż i inncyh atrakcji, które pomogły mi i Marysi wytworzyć na rowerach, ciuchach i twarzach solidną ochronną warstewkę błota. W Tomaszowie okazało się, ża Marcin jest w miarę czysty, więc radośnie, jadąc tuż przed nim wjechałem w kałużę. Głośne "Córa Koryntu!" (czy jakoś tak) usłyszane z tyłu dało mi znać, że mój plan się powiódł i teraz Siwy też będzie mógł ze mną podrywać gimnazjalistki na maseczkę błotną.
Gimnazjalistek jak na złość nie było, ale była pizza. Nie była łatwa i kazała czekać na siebie aż do godziny dwunstej. Kiedy jednak zjawiła się, to skonsumowaliśmy ją grupowo, nie bacząc, że przy stolikach siedzą obcy ludzie.
Potem szybki transfer dróżkami na zaporę w Smardzewicach (+mały foto-stopik przy Grotach Nagórzyckich) a dalej... singlowo-leśna, rowerowa orgietka brzegiem zalewu aż do Bronisławowa. Jadąc brzegiem co chwilę napomykałem o tym, że "coś dużo wody w zalewie". Fakt ten miał okazać się dość istotny w dalszym stadium wyprawy. A tak poza tym, to po drodze jedna z dużych kałuż "korciła mnie" i w efekcie zanurzyłem w niej nogi. Tak gdzieś na głębokość 10 cm powyżej kostki i kurort Bronisławów przywitałem wydając butami odgłosy, jak rozdeptywana żaba.
Postanowiliśmy wyprzeć z organizmów wilgoć za pomocą bursztynowego trunku wypitego na plaży. Chyba pomogło i po krótkiej wymianie pobożnych życzeń ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze przyszło nam pokonać małą zatoczkę, nad którą zbudowano wąską kładkę. Normalnie jest ona kilkadziesiąt centymetrów nad wodą. Ale nie dzisiaj:) (bo "coś dużo wody w zalewie") Już sćieżka prowadzaca do niej była pod wodą, ale Marcin stwierdził, że "Wcale nie jest tak głęboko" więc pojechaliśmy. Gdy w wodzie zanurzyły się już buty, uznaliśmy, ze gorzej i tak nie będzie (to pewnie przez to wypite piwo). A jednak mogło być gorzej. Znacznie. Kładka również byłą pod wodą i do tego była cholernie śliska. Szczegółów przeprawy nie opiszę, bo nie umiem, ale na samym dole jest filmik, więc zapraszam do "lektury".
Dalej już bez większych przygód dotarliśmy do zapory, a stamtąd wzdłuż Pilicy, zahaczając o rezerwat "Niebieskie Źródła" i o "Małe Groty" dotarliśmy do Tomaszowa. Na koniec po dworcowym goferku i za sprawą PKP znów dotarliśmy do Łodzi. Wycieczka wyszła ogólnie całkiem zajebista :) Jedyny minus jest taki, ze opaliły mi się paski do kasku i jutro w robocie będę wyglądał jak upośledzona, czerwona zebra :)

W dordze z Koluszek do Tomaszowa: "Udawaj, że jedziemy szybko" Prędkość rzeczywista rzedu 7km/h :)


Kolejna sesja leśnego lansu


I jeszcze jakiś "landszafcik", żeby nie na każdej focie nasze paszcze widac było


Pomagamy babce uruchomić kaszlaka. Odpalił i odjechała w dal. Nawet nie podziękowała. To jędza :)


Inside joke: wrzosowisko :D


Off-road, off-path, on-pole :)


Marcin robi triki przed spożywczakiem. Pewnie wypatrzył gdzieś gimnazjalistkę jakąś :)


Groty Nagórzyckie


i Jeszcze jednen "landszafcik"


Całe stadko nad Pilicą


Zapora w Smardzewicach...


...i ptoki


Zalew Sulejowski


Ja robię serwis, a Siwy się pręży... pewnie znów te gimnazjalistki szły. A ja cholera nie patrzyłem i przegapiłem :/


Costa del Beton


Zatoczka


"Mówiłeś, że nie jest głęboko!"...


"...bo... za blisko jechaliście"


Kładka prawdy, słupki nadziei...


Marcin uzupełnie węglowodany, bułkowodany, masłowodany, szynkowodany i inne składniki odżywcze


Marcin znów robi triki (w krzkach była pewnie jakaś gimnazjalistka). Ja lansowałem sie na tych skałkach w zeszłym roku przed grupką pań w wieku circa 50 lat, więc uznałem, że dla marnej gimnazjalistki nie będe się wysilał :) Poza tym trochę zaczynało nam się na pociąg spieszyć.


Kolejne foto do kolekcji

A tu numer: 1, 2 i 3

Dworcowy przysmak. I zagadka: jaki owoc ukrywa się pod tą oczojebną zielenią? :)


Mój light-bike robi dziury w asfalcie


A na koniec obiecany film. Dramat "Przeprawa", czyli 6:28 hardkoru :)
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/r5aL008wAeg"> <embed src="http://www.youtube.com/v/r5aL008wAeg" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>
Opis tej wycieczki u Marcina i u Marysi

Spalskie Tournée łódzkiej ekipy bikestats.pl/forumrowerowe.org

Niedziela, 1 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Realizacja rzuconego tydzień temu pomysłu i trasa, którą chciałem w gronie forumowym zorbić od blisko roku. Wczoraj wieczorem szybka rozmowa i o ósmej rano znalazłem się przed McDonald's na Retkini, skąd odebrał mnie silenoz i pojechaliśmy zapakować rowery na jego Hellwagon. Trochę to trwało, ale wysiłki nasze zwieńczone zostały sukcesem. Potem na parking przed Castoramą, szybkie dopięcie roweru demvariego i w dorgę.
Dojechaliśmy do Tresty nad Zalewem Sulejowskim, zdjęliśmy graty z bagażnika i w zaczęliśmy jazdę na serio.
Nie było łatwo - upał straszny, chmary robactwa, skrzypiąca sztyca w rowerze Marcina. Do tego jakieś problemy zdrowotne u Marcina, a później u mnie. Mimo wszystko byliśmy twardzi i założoną trasę zrobiliśmy (mniej więcej). Jak zwykle w bunkrach zimno, czerwony szlak fajny, a w Spale tłumy. Chciałoby się jeszcze powiedzieć, że piwo zimne, a kobiety gorące, ale dzisiaj była kompletna abstynencja i tryb sportowy (co poniektórzy to nawet tłuszcz z szaszłyka odcinali;)), a kobiety (sztuk: 1) zostały w Łodzi.
Jak wróciliśmy do Tresty, to jeszcze trafiła nam się wyżerka z grill'a, za co wielkie dzięki należą się rodzinie Darka.

Po powrocie do Łodzi jeszcze wizyta u Marysi i potem już ścieżkami rowerowymi do domu.

Trasa: Teo - RTK - [Hellwagonem do Tresty] - Tresta - Smardzewice - Kopalnia Biała Góra - Rezerwat Niebieskie Źródła - Wąwał - Jeleń - Ceibłowice Duże - Spała - Konewka - Królowa Wola - Inowłódz - Gasek (?) - Spała - Glinnik - Tomaszów Mazowiecki - Nagórzyce - Smardzewice - Tresta - {Hellwagonem do Łodzi] - Rondo Solidarności - RDG E - Teo

A na fotkach mnie prawie nie ma, bo pełniłem rolę nadwornego poskramiacza optyki i zawsze prawie stałem po tej drugiej stronie obiektywu.

Rzeźba z metalu i rzeźbiarze przy pracy


"Małe Groty"


Niebieskie Źródła


Jeleń


Jeleń - w bunkrze kolejowym.


Jeleń - 2/3 naszej ekipy w bunkrze technicznym


Napis, który zrobiła Marysia podczas zeszłorocznej, majowej wycieczki nadal jest :)


Cała ekipa w komplecie: ja, demvari i silenoz.


Bunkier w Konewce - nie zadzieraj z silenozem


...z demvarim chyba też nie :)


Ale ja i tak mam największy kaliber




Nagórzyce - demvari ma lekki rower,...


...a silenoz ma dzieci (?) :)

A wiosna przyszła pieszo...

Niedziela, 30 marca 2008 · Komentarze(0)
Pierwsza większa wyprawa tego roku. Były już dłuższe dystanse, ale dopiero ta wycieczka miała w sobie coś z beztroskiego, wakacyjnego włóczenia się po bezdrożach z dala od domu.
Grupa miała być trochę większa, bo zabrać miał się jeszcze siwy84 z forumrowerowe.org, wraz ze swoją dziewczyną, ale cóż.. nie wyszło. Pojechaliśmy we dwójkę: ja i Marysia.
Ruszyliśmy rano - żwawy przejazd na Łódź Fabryczną, rowery do pociągu i jedziemy do Koluszek. Zgodnie z planem mieliśmy zwiedzać lasy w pobliżu tego węzła kolejowego, ale w mojej głowie zrodził się plan zahaczenia o Tomaszów Mazowiecki. W zwięzku z tym, klucząc w pobliżu torów kolejowych ruszyliśmy na południe. Na początku było mało wiosennie - słońce zasłaniała jakaś złośliwa chmura, ścieżki i drogi były błotniste, a temperatura była daleka od obiecanych w prognozie kilkunastu stopni.
Po parunastu kilometrach zrobiło sie jednak ładniej. Teran jakby trochę obsechł i zaczęło pokazywać się słońce.
W Tomaszowie zjedliśmy pożywny obiad w "restauracji innej niż wszystkie" (ktoś jeszcze pamięta to ich stare hasło reklamowe?) i zaczęliśmy tą fajniejszą część wycieczki. Pojechaliśmy do Grot koło miasta, pojeździliśmy po ścieżkach w okolicznych lasach i robiąc masę postojów na robienie zdjęć dojechaliśmy do zapory w Smardzewicach. Tutaj po praz pierwszy naprawdę poczuliśmy, że jest wiosna. W okolicznych barach tłumy, do każdej budy z lodami ustawiały się kolejki, a do tego plątała się grupa kilkunastu motocyklistów, którzy robili sporo hałasu. Szybko opuściliśmy to zatłoczone miejse i samym brzegiem Pilicy pojechaliśmy do rezerwatu "Niebieskie Źródła". Kilka fotek i dalej już kulturalnie na dworzec, na pociąg do Łodzi. Tutaj miła niespodzianka - zamiast starym EN52, trasę do Koluszek pokonaliśmy na pokładzie ED59 (aka "Acatus")

No i obyło się bez gleb z winy Crank Bros. Marysi - udany dzień :)

Droga z Koluszek do Tomaszowa


Momentami było mokro - tutaj wracamy już na drogę, bo tu (jak iwidać) zaczyna się ten suchy odcinek


Gdzieś koło Skrzynek - zagrodzony podwójną linią ogrodzeń z drutu kolczastego obiekt o nieznanym przeznaczeniu. Ktoś wie co tam było?


W Lesie za Tomaszowem - wiosna na całego

j.w.

i tu też


Marysiowy rower (Stanisław II ):)


Groty Nagórzyckie - prawie jak góry :)




Nagórzyce - prawie jak chaszcze


Widok na Marysię (i zaporę w Smardzewicach)


Próg wodny poniżej zapory




Zalew Sulejowski. Kwiat lotosu, pięść mistrza Zen? :]


Pilica - singletrack


RTWD na 115mm i cisnę podjazd. Obiektyw spłaszcza, ale tym razem na serio było stromawo.


"Niebieskie Źródła" jeszcze w niezbyt wiosennych barwach (a rok temu, w maju było tu tak)




ED59, czyli limuzyna do Koluszek