bendus prowadzi tutaj blog rowerowy

bendus.bikestats.pl

Pechowa zieleń - zielony szlak ze Śnieżnika

  • DST 28.93km
  • Sprzęt [A] Tomac
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 czerwca 2012 | dodano: 30.01.2017

We wtorek lało, więc mieliśmy siłą rzeczy dzień odpoczynku. Całe szczęście w środę zrobiło się znośnie i można było bryknąć w góry.
Zaczęliśmy klasycznie, czyli od podjazdu. Nieznakowanymi stokówkami wdrapaliśmy się do schroniska "Na Śnieżniku".
Po drodze mała przerwa na lans w strumieniu.








W schronisku wyżerka...


...a potem atak na szczyt.





Ja z Siwym walczyliśmy trochę bardziej z przodu i trochę bardziej w siodle, ale to dlatego, że się jakaś wycieczka napatoczyła i trzeba było się pokazać :)

Na samej górze, na ruinach wieży widokowej było pozowanie do słit fotek...


...i przygotowania do zjazdu, świetnym ponoć, zielonym szlakiem.


W końcu ruszyliśmy. Najpierw był sympatyczny singielek po praktycznie płaskiej kopule szczytowej...




...a potem zrobiło się stromo i zaczęła się zabawa.












Czasem zabawa była taka dobra, że aż nie chciało się bawić samemu :)



Miejscami stromizna malała i robiło się malowniczo.


A potem znowu robił się nakurwing :)


I wszystko było super, do momentu, gdy Mateuszowi coś nagle strzyknęło w kostce (starość pewnie Mu strzyknęła) i jazda się skończyła.
Zmusiło nas to do opuszczenia zielonego szlaku i awaryjnego zjazdu do najbliższego asfaltu. Wybrałem żółty szlak, który na mapie wyglądał jak szeroka droga, a w rzeczywistości był w sporej części taki:


Do zjechania oczywiście, ale niekoniecznie z niesprawną nogą. Całe szczęście dla Mateusza nie ma rzeczy niemożliwych - zjechał całość z jedną noga niewpiętą, fajtającą gdzieś na boku w powietrzu. Ja też zjechałem, ale pod koniec trochę się przeliczyłem i zaliczyłem piękny lot przez kierownicę.
nawet film mam :)

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/duATF4WZvT4"> <embed src="http://www.youtube.com/v/duATF4WZvT4" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>Zrobiłem w powietrzu śrubę porysowałem kierę, mostek, grzmotnąłem o kamienie nogą i plecami i ogólnie się wkurwiłem. No bo jak to jest, że pieprzony kuternoga zjechał, a ja nie! :) Na zdjęciu powyżej właśnie zbieram się z ziemi i oceniam straty w sprzęcie i dzielę się z grupą wkurwem swym.

Kawałek niżej zaczął się asfalt i grupka nasza podzieliła się.
Mateusz miał poczekać, a my, najkrótszą droga przez góry pojechać mieliśmy do kwatery i wrócić po Niego samochodem. Do domu było jakieś 11km i kilkaset metrów przewyższenia na Przełęcz Śnieżnicką. Wdrapaliśmy się w pocie czoła,



...aby potem zjechać nudnym szutrem, bo tak najszybciej.
Na kwaterze cap za telefon, a tu Mateusz mówi, że właśnie dojeżdża do Miedzygórza. Skubany! W czasie gdy my gramoliliśmy się przez góry, On pyknął jakieś 40km asfaltem i też prawie dojechał. Koks jeden :)

Wieczorem piwko, pizza i jak się okazało dwóch kulawych - Mateusz i Ja.
Moja kostka po glebie też nie sprawowała się najlepiej. Spuchła i w najbliższych dniach miała sprawić jeszcze niejeden kłopot. Ale... o tym już we wpisie z kolejnego dnia.


Kategoria Góry, Masyw Śnieżnika, Międzygórze 2012


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!