Grotniki

Niedziela, 5 marca 2017 · Komentarze(2)
Dość niespodziewanie udało się oddać Progeniturę pod opiekę "Babci Misi" i pojawiła się okazja, by wybyć gdzieś na kilka godzin. Z racji sympatycznej pogody, rower było oczywistym wyborem. Pojechaliśmy na północ, nie do końca posiadając jakikolwiek plan, ale po cichu liczyłem, że uda się dotrzeć do Grotnik. Nie zdradzę, żadnej tajemnicy mówiąc, że się udało :) 
Po drodze trochę polnych dróg...


... a trochę, jak za starych dobrych czasów, zupełnie na przełaj.


W Grotnikach buła z serem nad zamarzniętym jeszcze zalewem, ...
...mały lans na singlach i kładkach nad Lindą, ...

a powrót do Łodzi na pokładzie ŁKA, bo czas trochę naglił.

Mieszczuch kontra zima - 1:0

Wtorek, 7 lutego 2017 · Komentarze(0)
Śnieg tak ładnie padał, że musiałem wyjść na rower. Mieszczuch dzielnie walczył w parkach i na poligonie, ale szersze opony wiele by ułatwiły.





Pod koniec wycieczki zauważyłem, że dorobiłem się takich uroczych śniegowych owiewek.
Z muzyką poszedłem dziś na całość - pojechałem w "domowych" słuchawkach AKG - jakość dźwięku niesamowita, jak na jazdę rowerem po śniegu, a do tego w uszy ciepło jak w nausznikach :)

Z nadzieją w nowy rok

Piątek, 3 lutego 2017 · Komentarze(0)
Pierwszy raz w 2017r. Jak zwykle z nadzieją, że nadchodzący sezon rowerowy będzie lepszy niż poprzedni. Biorąc pod uwagę jak wyglądały poprzednie dwa lata, to nie powinno być zbyt trudno :)

Sama jazda nieciekawa - po mieście, głównie ścieżkami rowerowymi. Dopiero końcówka przez park fajna - zwłaszcza ta część po ośnieżonych ścieżkach, które na szosowych oponkach 700x23c są dość... rozrywkowe.





W uszach Fever Ray, czyli solowy projekt Karin Dreijer Andersson - piękniejszej połowy The Knife.

Młoda daje radę!

Niedziela, 11 września 2016 · Komentarze(0)
Niedzielne 45km z Bejborem na holu. Przejechanie tej trasy zajęło cały dzień, ale w porównaniu z wycieczkami sprzed kilku miesięcy, gdy ledwo dało się dojechać na plac zabaw w parku na Zdrowiu, to postępy są wręcz astronomiczne.



Dałnhil... znaczy się, z góry było.

Sobota, 3 września 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj jakoś średnio chciało mi się podjeżdżać, więc trasę wymyśliłem sobie złożoną głównie ze zjazdu. Zacząłem więc... podjazdem (logiczne, nie?) do kopalni "Stanisław". Tam wpakowałem się na czerwony szlak wiodący na Wysoki Kamień.
Od tego szlaku zacząłem swoją znajomość z Górami Izerskimi i z jazdą po górach na MTB w ogóle (wtedy jechałem w drugą stronę), ale teraz, 9 lat później, nadal uważam, że jest bardzo przyjemny.

W drodze na Wysoki Kamień

Panorama z Wysokiego Kamienia

Dotarłem na Wysoki Kamień, pierdzielnąłem panoramkę i zacząłem zjeżdżać żółtym szlakiem w stronę Zakrętu Śmierci. Szlak łatwy, ale przyjemny i jechało mi się zajebiście. Mam wrażenie, że jeszcze nigdy tak szybko tamtędy nie zjechałem. Jechało mi się aż tak dobrze, że aż zacząłem się zastanawiać czy:
a) jazdy na rowerze się nie zapomina i zajebisty zjazd jest po prostu logiczną kontynuacją rozwoju umiejętności wraz z przejechanymi w górach kilometrami,
b) rower którym jechałem, miał największy skok, najłagodniejszy kąt główki i najbardziej zaawansowane konstrukcyjnie zawieszenie, ze wszystkich,którymi tędy jechałem i pozwalał naprawdę popierdzielać w dół szybciej niż na innych,
c) jechałem jak emeryt, ale z racji długiej przerwy w jeżdżeniu po górach, miałem wrażenie że wchodzę w nadświetlną...
Nigdy się nie dowiem, choć obawiam się, że "c"...

Po dotarciu do Zakrętu śmierci postanowiłem dalej jechać żółtym szlakiem w dół. Do tej pory miałem okazję pojechać nim tylko kawałeczek, a do tego w górę. Okazało się, że w dół jest sympatycznie i szybko, z odpowiednią dawką kamieni i korzeni, by się nie nudzić.

Skały

Trafiła się nawet taka jakby naturalna banda.

Na żółtym szlaku

Zabawa na zjeździe połączona z papierowymi Rocket Ronami musiała się w końcu skończyć snejkiem, więc miałem okazję wymienić sobie dętkę, podziwiając taki oto uroczy widoczek.

Na szlaku
Na szlaku © bendus
Stamtąd już tylko kawałeczek było do Piechowic. Z nich asfaltem uderzyłem do Cieplic i ostatecznie do centrum Jeleniej Góry, by tam wsiąść w pociąg i odzyskać trochę straconej wysokości, czyli wrócić do Szklarskiej Poręby.

Rower w pociągu

Stamtąd podjechałem sobie kawałek (prawie z powrotem do Stanisława... a choroba głównie w dół miało być) i jakimiś szlakami narciarstwa biegowego wróciłem do Jakuszyc.

Li i tyle. Niedziela to już powrót autem do Łodzi.
Powrót,który również przedłużyłem sobie, zaliczając po drodze sporo górskich dróg wszelakich, bo autem po górach też jeździ się świetnie. Tak sobie dokładałem, że kilometrów, że trafiłem ostatecznie w Góry Sowie, nad Jezioro Bystrzyckie i dopiero wtedy zacząłem normalny, nudny już powrót do domu.

Zapora