Powrót pod Smrk

Piątek, 31 maja 2013 · Komentarze(0)
32 Powrót pod Smrk W Izery pojechaliśmy, gdyż:
a) miało być lajtowo, bo forma zimuje
b) miała być wizyta na Singletreku pod Smrkem

O mały włos "b" by się nie udał, bo pogoda wyjątkowo nie sprzyjała - lało cały czas. Po czwartkowej ulewie, piątek nie zapowiadał się lepszy i zamiast na rower, wybraliśmy się do Jeleniej Góry. Autem. Ma to swoje zalety, zwłaszcza, gdy wybranie się jest na pokładzie całkiem miłego Civica Type-S (niby to nie Type-R, ale dla kierowcy Yarisa z litrowym silnikiem od kosiarki, to i tak potwór). W JG lody, spacerki, wyżerka i inne rozrywki tak typowe dla wakacjujących trzydziestolatków. Jednak gdzieś pomiędzy wpierniczaniem pierożków, a poszukiwaniami jednorazowego grilla na wieczorną kulinarną orgietkę na tarasie, zauważyliśmy, że pogoda się poprawia. W związku z tym władowaliśmy się do auta i wróciliśmy do Świeradowa, co by jednak choć trochę singli skosztować.



Michał jechał niczem szatan jaki ;) ale dotarliśmy cało, przebraliśmy się i ruszyliśmy.
Na poważniejsze jeżdżenie było trochę późno, ale troszkę ponad 20km po singlach udało się pyknąć. Wątpliwa przez cały dzień pogoda, oraz wieczorowa pora spowodowała, że mieliśmy całą trasę dla siebie i prawie nie spotkaliśmy innych rowerzystów. Jak zwykle miło i jak zwykle stwierdzam, że jeszcze tam wrócimy. (tylko może z lepsza formą, bo pod koniec tej krótkiej przejażdżki zdychałem jakbym maraton przebiegł).





Saga o grząskim asfalcie i kocie samobójcy.

Sobota, 18 maja 2013 · Komentarze(0)
Mimo zapowiadanej na dziś burzy straszliwej, która to utopić miała ziemię łódzką w potokach deszczu i spalić ją piorunami, wybraliśmy się dziś na rower. Cel wymyśliłem może niezbyt ambitny, bo knajpę (lub jak głosi szyld "zajazd") "Pod Dębami" w Kwiatkowicach, ale co tam. Na zbiórce stawiło się nas wszystkiego pięć osób (ja, Marysia, Iza, Marcin i Mateusz). Marysia z bliżej niewyjaśnionych przyczyn jednak zmyła się szybko do domu i zostaliśmy w czwórkę.
Pomknęliśmy do baru, jadąc (wbrew temu, co pewnie inni napiszą i co sugerują zdjęcia) głównie asfaltem, na miejscu nażarliśmy się słusznie (choć specjalność zakładu, czyli golonkę, wziąłem tylko ja) i wróciliśmy szczęśliwie wróciliśmy do domu, o mało co nie zabijając kota samobójcy na szosie w Łobodziu? Łobódziu?... we wsi Łobódź.

Środki...

...które, że tak powiem, uświęcił...

...cel :)


A burzy nie było.

Będę brał Cię w aucie

Wtorek, 14 maja 2013 · Komentarze(0)
2013-05-14 19,4  Po pracy, w mocnym gronie (ja, Marysia, Marcin i Mateusz) wybraliśmy się na piwko i wyżerę z grilla w barze "u Józka". Iza (co widać na zdjęciu) była z nami duszą, powiedzmy...



Rozmowy o przygodach samochodowych i o przestawianiu ścian ;)

Piosenka ze specjalną dedykacją dla Mateusza :)
<object width="100%" height="450"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/b6Gdg9hhOas"> <embed src="http://www.youtube.com/v/b6Gdg9hhOas" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="100%" height="450"></embed></object>

Cerveza

Wtorek, 7 maja 2013 · Komentarze(0)
Miało być popracowe kręcenie na piwo z naciskiem na "kręcenie" a wyszedł nacisk na "piwo", które to "piwo" złoiliśmy z Marysią i Siwym prawie że pod domem, jak najgorsze menele :)
(i zmieściłem się w jednym zdaniu)

Z braku zdjęć, muzyka:
Mała podróż w przeszłość (dzięki magii last.fm wiem, że utwór ten w moim WinAmp'ie odtworzony został po raz pierwszy 25.04.2005r.) - Hopesfall - "The Bending".

<object width="100%" height="450"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/et9fD8JS_nw"> <embed src="http://www.youtube.com/v/et9fD8JS_nw" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="100%" height="450"></embed></object>

It's where dirt meets water, alright? Is that that fucking amazing to you?

Piątek, 3 maja 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Polskie morze
Majówki, zgodnie z nową świecką tradycją, robimy sobie z Marysią lajtowe wielce, więc gdy jakiś czas temu pojawił się pomysł wyjazdu nad morze, przystałem nań ochoczo. Z wyborem rejonu nie było problemu, bo dzięki rekomendacji Mateusza jedyną rozważaną opcją był rejon Ustka-Rowy.
Kwaterę znaleźliśmy sobie w Orzechowie (choć niestety okazało się, że to jednak bardziej Zapadłe, niż Orzechowo) i drugiego maja, po pracy, na pokładzie Yaromobila pomknęliśmy na północ. Sama podróż samochodem barwna była, długa i sama w sobie warta oddzielnego wpisu, ale tutaj dość napisać tylko, że około 1.30 w nocy dotarliśmy na miejsce cali, zdrowi i pełni obaw o pogodę (wybrzeże powitało nas temperaturą 1°C - słownie: jeden stopień Celsjusza) a przez spora część drogi lało.
Rano okazało się jednak, że obawy nasze były niepotrzebne, bo o poranku niebo przywitało nas błękitem nieskalanym najmniejszą chmurką.
Ruszyliśmy więc w drogę, by podążając szlakiem zwiniętych torów dotrzeć do góry Rowokół. Zdobywszy jej szczyt mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć w oddali morze. Przyznam, że z daleka wielkiego wrażenia jakoś na mnie nie zrobiło, ale za to miłe wrażenie zrobił zjeździk ze szczytu do Smołdzina i dalsza jazda brzegiem jeziora Gardno aż do Rowów. Tutaj wszamaliśmy po rybce, wypiliśmy po piwie i ruszyliśmy, dalej, by zaliczyć to, co miało być kulminacją całej wycieczki.

Powiem tylko, że rzeczywiście ową kulminacją było. Singielek wiodący krawędzią klifu, poniżej plaża i morze, złociste słońce malujące mchy na złoty kolor... Nie do opisania. Nawet nie będę za bardzo próbował, bo słów mi braknie.
W każdym bądź razie, warto było wybrać się po tylu latach (wychodzi mi, ze nad Bałtykiem byłem ostatnio gdzieś 8 lat temu) nad morze i zobaczyć coś równie pięknego jak góry, choć diametralnie innego.

Zdjęcia dodaję w trochę losowej kolejności i wrzucam kilka z drugiego (pieszego) dnia, bo... mam taki kaprys :P































Unagi powah!

Niedziela, 21 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
Opisz szerszy pojawi się później.
Póki co, tylko fotka:


...i muzyka. Wielki przebój kończącego się weekendu.
<object width="100%" height="450"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/8upxRhff7cE"> <embed src="http://www.youtube.com/v/8upxRhff7cE" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="100%" height="450"></embed></object>

The Goobers' Day Out

Niedziela, 14 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
2013-04-14 30,29 The Goobers' Day Out Dzień po intensywnej jeździe na rowerze wodnym, wybraliśmy się na coś, co koksy zowią chyba "rozjazdem". Lajtowo, bez napinki, ale za to dołączył do nas Ojciec Mateusz, czyli znany łódzki koksu :)
Czasu było mało, więc zaliczyliśmy tylko dwa pomniki na szlaku Łódź Bajkowa, których co poniektórzy jeszcze nie widzieli.

Trzy Misie w Skansenie Łódzkiej Architektury Drewnianej


Raz jeszcze Wróbel Ćwirek (który ostatnio załapał się tylko na foty z komórki)


Potem wszyscy rozjechali się do domu.
Adam sprzedał rower, kupił trąbkę i założył chłopięcy chór onanistów.


Marysia ruszyła świat z wędrowną trupą akrobatów i trubadurów, by w końcu wyjść za mąż za brodatą kobietę-karła.


Iza z Siwym postanowili zrobić karierę w biznesie porno. Po kilku amatorskich filmach nakręcony nowym aparatem, dostępnych w internecie po wysłaniu sms'a o treści "Ptaszysko", nakręcili swoje największe dzieło, tryptyk "Błękitny Bolec", który w pewnych kręgach zyskał status kultowego.


Mateusz wjechał w małą kupę.


<object width="100%" height="450"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Scu81EW4UC8"> <embed src="http://www.youtube.com/v/Scu81EW4UC8" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="100%" height="450"></embed></object>

"Pokażę Ci, jak trzymać, jak wsadzam"

Sobota, 13 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
Takie to teksty szło usłyszeć podczas dzisiejszej wycieczki. A zaczęło się wszystko niewinnie, jako spokojna przejażdżka z Marysią, Izą i Maricnem. Potem jednak złapałem gumę, potem dwa razy gumę złapała Iza, i lało, i było zimno, i "ach!", i "och" i w ogóle..

Pierwszy postój na wymianę dętki, chwilę przed pierwszym atakiem deszczu, pierwsze zdjęcie tego dnia i od razu takie słit :P


Przerwa w deszczu. Marcin reguluje siedło w rowerze swem nowem, a Iza wzbija się do lotu...


I kolejna wymiana dętki (trzecia, bo przy drugiej nie było zdjęć). Tym razem w deszczu, ale, jak widać, na tym etapie to już zbyt wiele nie zmieniało.


A do posłuchania, Balboa - "Kaddish"
<object width="100%" height="450"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Owv6Nf4_Rwo"> <embed src="http://www.youtube.com/v/Owv6Nf4_Rwo" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="100%" height="450"></embed></object>