"Wszystko przebiega zgodnie z planem, czyli szczytami Wysokiego Grzbietu"

Piątek, 11 lipca 2008 · Komentarze(0)
Jak w tytule - tego dnia pogoda dopisała i udało się przejechać całą zaplanowaną przeze mnie trasę. Tu i ówdzie pojawiały się chmury, trochę pomżyło, ale dzień był bardzo udany.
Zaczęliśmy od przejazdu przez centrum Szklarskiej a dalej, mijając Domek Wesołych Kolejorzy wbiliśmy się na trasę rowerową numer 2, która wzdłuż nieczynnego toru kolejowego doprowadziła nas do Jakuszyc. Stamtąd, zaliczając "Samolot" (i wspinając się na wys. ok. 960 m.n.p.m.), pojechaliśmy do Orla. Zjazd do Orla urozmaiciliśmy opuszczając na chwilę szutrówkę i jadąc ścinającym jej łuki czerwonym szlakiem. Zmarnowaliśmy na to sporo czasu, bo odcinek ten był stromy, kamienisty i wymagający technicznie, ale warto było.
Potem, nie zatrzmując się w Orlu, pojechaliśmy przez Halę Izerską do Chatki Górzystów, gdzie uzupełniliśmy płyny.
Zaraz za Chatką wjechaliśmy na zółty szlak pieszy, który zaprowadzić miał nas aż na Stóg Izerski. Najpierw toczyliśmy sie typową dla Izerów szutrówką, ale po jakimś czasie opuściliśmy ją i brzegiem Izerskiego Bagna dojechaliśmy do granicy. Tutaj zaczęło się błoto, które było zapowiedzią tego, co miało nas później czekać.
Wąską ścieżka wśród jagód wspięliśmy się na Suchacz (917 m.n.p.m). Tutaj pojawiła się znowu droga, ale kamienista i mocno naznaczona przez niedawne deszcze. Szybko jednak opuściliśmy ją i zaczęliśmy wspinaczkę na przełęcz Łącznik. Ostatnie 1.5km było tragiczne. W stromych miejscach szlak był zniszczony przez spływającą wodę (nawet trudno mówić o ścieżce. Bardziej wyglądało to jak wyschnięte koryto potoku), a w płaskich miejscach było grząskie bagno, w którym rower zapadał się nieraz aż po osie. Po drodze zaliczyłem glebę i trochę pokaleczyłem nogę.
Po tym wszystkim szutry na Przełęczy Łącznik (1066 m.n.p.m.) powitaliśmy z radością, a ostatni odcinek kamienistą ścieżką na szczyt Stogu Izerskiego wydawał się być prawie autostradą.
Postój zrobiliśmy sobie w schronisku pod szczytem. Zamówiliśmy obiad w cenie typowo schroniskowej i zasiadłszy przy stolikach na zewnątrz cieszyliśmy się widokiem na Świeradów. Gdy się odżywialiśmy, pod schronisko zaczęli przybywać kolejni rowerzyści. Było na co popatrzeć - prawie wszyscy na fullach. Santa Cruz'y (w tym minimum dwa Nomady), Spece, Cannondale, Ghost'y, Poisony, a do tego Foxy 36 i 32, Marcoki 55, AM, RS Pike'i, Lefty i inne cudeńka. Byli to forumowicze z emtb.pl, którzy zrobili sobie zlot w Izerach. Niektórych znałem z forumrowerowe.org (na 100% byli: tobo, Thor07, ATT, Mentos, KondiKona i Szczavik). Zamieniłem z nimi kilka słów i ruszyliśmy z Marysią w drogę.
Wybraliśmy czerwony szlak: "Główny Szlak Sudecki im. dr Mieczysława Orłowicza". Powiódł nas on przez Świeradowiec (1002 m.n.p.m.) do dawnej osady Drwale (967 m.n.p.m) na Polanie Izerskiej (tu łatanie dętki w kole Marysi). Stąd, dalej czerwonym szlakiem udaliśmy się przez Podmokłą (1001 m.n.p.m), Szerzawę (975 m.n.p.m.) i Rudy Grzbiet (945 m.n.p.m) na Mokrą Przełęcz (940 m.n.p.m). Kilka z tych nazw dobrze oddaje charakter szlaku, który prowadzi przez charakterystyczne dla Izerów torfowiska i bagna. Tempo jazdy było... "piesze", ale szlak był ciekawy. Marysia zaliczyła po drodze glebę połaczoną z kąpielą błotną (ponoć kąpiele takie dobrze na urodę robią, ale czemu zmoczyła akurat tyłek?)
Z Mokrej Przełęczy zaczął się podjazd. Niby już szutrem (choć zniszczonym przez wodę), niby wreszcie suchym, ale... to nadal podjazd i to do tego z przewyższeniem około 180m. Nagrodą był widokl z Sinych Skałek (1122 m.n.p.m.) na sporą część Wysokiego Grzbietu, łącznie ze Stogiem Izerskim i (chyba) czeskim Smerkiem. Dalej dojazd pod szczyt Przedniej Kopy, prawie na szczyt Wysokiej Kopy (bo szlak zgubiłem) i wreszcie trudny zjazd czerwonym szlakiem do Szkalrskiej Drogi.
Potem już Rozdroże pod Cichą Równią i zjazd Dolnym Duktem Końskiej Jamy do Jakuszyc i powrót tą samą drogą co rano - wzdłuż nieczynnych torów.
Do domu dotarliśmy na chwilę przed deszczem. Chwilę później i przemoklibyśmy do suchej nitki.

Trasa: Stanica Górska - Domek Wesołych Kolejorzy - Bagnisko - Jakuszyce - "Samolot" - Orle - Chatka Górzystów - [Droga Borowinowa] - Izerskie Bagno - Suchacz (917 m.n.p.m.) - Przeł. Łącznik (1066 m.n.p.m.) - Stóg Izerski (1107 m.n.p.m.) - Świeradowiec (1002 m.n.p.m.) - Polana Izerska - Podmokła (1001 m.n.p.m.) - Szerzawa (975 m.n.p.m.) - Rudy Grzbiet (945 m.n.p.m.) - Mokra Przełęcz (940 m.n.p.m.) - Rozdroże pod Kopą - Sine Skałki (1122 m.n.p.m) - [Szklarska Droga] - Rozdroże pod Cichą Równią (943 m.n.p.m.) - [Dolny Dukt Końskiej Jamy - Jakuszyce - Bagnisko - Huta Julia - centrum - Stanica Górska

Sielska jazda szutrówką wzdłuż Bagniska


Na "Samolocie"


Opuszczamy szutrówkę, by...


...posmakować bardziej "górskiej" jazdy


Hala Izerska w pełnej okazałości


Jedziemy :)


W drodze na Przełęcz Łącznik


Tutaj leżałem :)


Izerskie błota: Jechałem, jechałem i nagle się zapadł.


Poniżej Przełęczy Łącznik. Wreszcie da się normalnie jechać.


Ostatnie metry przed szczytem Stogu Izerskiego (gdzieś w głębi widać Marysię jak walczy z kolejnymi "emenpeemami")


Maszt na Stogu Izerskim


Niektóre rowery forumowiczów z emtb.pl przy schronisku pod Stogiem Izerskim. Zdjęcie nie moje, ale chyba nikt się nie obrazi, zwłąszcza, że pod YETI'm załapał się na fotę też rower Marysi


Czerwony szlak im. Orłowicza. Jakiś nietypowo suchy kawałek, bo na bagnistych nie chciało mi się zatrzymywać na foto


j.w.


Widok z Sinych Skałek w kierunku zachodnim. Widać m.in Stóg Izerski


Marysia na Sinych Skałkach. Uśmiech na twarzy, bo wie, że teraz będzie już tylko w dół.


W drodze na Przednią Kopę. Widać Kopalnię "Stanisław" i Izerskie Garby a dalej Karkonosze.


Czerwony szlak poniżej Wysokiej Kopy. Tu jeszcze łatwo i miło. Potem było trudno i miło :)


Opuszczone zabudowania poniżej Spłąwnej. Pędem do domu, bo burza depcze nam po piętach.


Ulewa, któa nas goniła, widziana na szczęście z ciepłego pokoju :)

Krótko, ale treściwie.

Czwartek, 10 lipca 2008 · Komentarze(0)
Środa o poranku zapowiadała się niezbyt dobrze, więc daliśmy sobie spokój z rowerami. Jak się okazało niepotrzebnie, bo w sumie tylko torchę pomżyło. W czwartek natomiast lało już solidnie. Dopiero wieczorem wyszło słońce. W ziwązku z tym koło 19-tej wyskoczyliśmy na chwilę na rower. Szybki zjazd do centrum, a potem całkiem masakryczny asfaltowy podjazd do kościoła p.w. Św. Maksymiliana Kolbe. Dalej hotel "Bornit", Krucze Skały i dojazd do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Potem zjazd czarnym szlakiem doliną Kamieńczyka do dolnej stacji wyciągu na Szrenicę i szybka przesiadka na żółty szlak wiodący w stronę Śnieżnych Kotłów. Nim dojechaliśmy do rowerowej "piątki", a nią do niebieskiego szlaku wiodącego Czeską Ścieżką do Drogi pod Reglami. Potem już do domu. Wypad krótki, ale urozmaicony i wymagający technicznie - czarny szlak w dolinie Kamieńczyka i Czeska Ścieżka to naprawdę ciekawe odcinki.

Na Kruczych Skałach


Zjazd z Kruczych Skał


Kilka fotek z czarnego szlaku w Dolinie Kamieńczyka




Deszczowa wyprawa

Wtorek, 8 lipca 2008 · Komentarze(0)
Poprzedni dzień nie był zbyt udany, ale teraz miało być lepiej. Tym razem ruszyliśmy w Góry Izerskie. Najpierw asfaltowy podjazd na Zakręt Śmierci, a następnie żółtym szlakiem (dosyć stromym momentami) na Czarną Górę (964 m.n.p.m.) i Wysoki Kamień (1058 m.n.p.m.). Tutaj wypiliśmy po herbacie i podziwialiśmy panoramę Karkonoszy. Potem przez Zwalisko (1047 m.n.p.m.) dojechaliśmy do Rozdroża pod Izerskim Garbem i Kopalni "Stanisław". Tym razem jednak nie zatrzymywaliśmy się, tylko Starą Drogą Celną i Szklarską Drogą śmignęliśmy do Rzodroża Pod Cichą Równią (943 m.n.p.m.). Po drodze zaczęło mżyć, więc trochę poczekaliśmy pod daszkiem aż skończy i ruszyliśmy w kierunku Jagnięcego Jaru. Tutaj złapała nas ulewa. Zobaczyłem jak kolejne grzbiety po czeskiej stronie po kolei znikają za ścianą deszczu i ledwo zdążyłem przerzucić aparat, telefony i pieniądze do foliówki, gdy lunęło. Ta zmiana pogody wymusiła zmianę trasy. Zamiast trasy na Rozdroże pod Kopą ruszyliśmy Siną Drogą w dół do Chatki Górzystów. W strugach deszczu (a momentami i gradu), w zimnie i po szlakach, które momentalnie zaczęły zmianiać się w małe rzeczki, jazda byłą dosyć emocjonująca.
Jak na złość, gdy dotarliśmy do Chatki Górzystów, skońćzyło padać. Ponieważ jednak byliśmy cali mokrzy, postanowiliśmy posiedzieć tam trochę i podeschnąć. Zamówiliśmy sławne naleśniki z jagodami, wsadziliśmy nogi do pieca i siedzieliśmy. Potem były kolejne naleśniki, bigos, herbata... aż w końcu wyschło wszystko oprócz butów.
Ruszyliśmy wtedy przez Halę Izerską w kierunku Orla. Tutaj pogoda wymusiłą kolejny postój. Całkiem długi, gdyż co chwilę nadciągały kolejne chmury z których spadała kolejna dawka deszczu. Po któejś z kolei takiej porcji wody z nieba uznaliśmy, że jednak trzeba jechać. Najprostszą drogą dotarliśmy do Jakuszyc i stamtąd asfaltem zjechaliśmy do rowerowej "trójki", któą następnie dotarliśmy do Rozdroża pod Kamieńczykiem i potem przez Krucze Skały dojechaliśmy do domu.

Trasa: Stanica Górska - Zakręt Śmierci - Czarna Góra (965m.n.p.m.) - Kozie Skały (1012m.n.p.m.) - Wysoki Kamień (1058m.n.p.m.) - Rozdroże pod Zwaliskiem - Zwalisko (1047m.n.p.m) - Rozdroże pod Izerskim Garbem (1018m.n.p.m.) - Rozdroże pod Cichą Równią (943m.n.p.m.) - [Dolny Dukt Końskiej Jamy] - [Sina Droga] - Chatka Górzystów - Rozdroże pod Działem Izerskim - Jakuszyce - Rozdroże pod Kamieńczykiem - Krucze Skały - Bornit - Stanica Górska

W drodze na Czarną Górę




Widok z Wysokiego Kamienia na Karkonosze i Szklarską Porębę


Marysia gdzieś pomiedzy Wysokim Kamieniem a Zwaliskiem








Najlepszy sposób na suszenie nóg :)


Owiane legendą naleśniki w Chatce Górzystów. Jak widać, smakują.


Na Hali Izerskiej. WIdać, że tu też zdrowo padało


Wykorzystuję chwilową poprawę pogody i... pozuję do zdjęcia :)


Orle i rowery gotowe na nadejście deszczu,...


...który zapowiadają te malownicze chmury...


...i który zgodnie z oczekiwaniami przychodzi

"Winogronko"

Niedziela, 6 lipca 2008 · Komentarze(0)
Pierwszy (i jak okazało się później, jedyny) bezchmurny dzień. Za oknem błękitne niebo, a w sercu zapał do jazdy.
Najpierw pojechaliśmy pod dolną stację wyciągu na Szrenicę, gdzie rozpoczynał się "Szrenicki Wyścig Australijski i MTB Sprint, czyli dwa wyścigi jednego dnia dla miłośników maratonów i cross country". Popatrzyliśmy na rowerki, poczekaliśmy na start, a gdy zawodnicy ruszyli pojechaliśmy w dół i... oboje zaliczyliśmy snake'a w tylnym kole. Klejenie dziur trochę się przeciągnęło (zużyłem 5 łatek) i gdy ruszyliśmy ponownie w drogę, zawodnicy zaczynali meldować się na mecie sprintu. Pierwsze miejsce zajęli ex equo Piotr Formicki i Albert Fokt.
Na start wyścigu australijskiego już nie czekaliśmy tylko zjechaliśmy do centrum Sklarskiej i asfaltem dotoczyliśmy się do Huty "Julia". Tutaj opuściliśmy asfalt i wjechaliśmy na szlak wiodący do Wodospadu Kamieńczyka. Ludzi było sporo, więc nasz przejazd budził coś w rodzaju sensacji. Zwłaszcza na końcowym, stromym odcinku przed schroniskiem.
Łatwo nie było, ale uparłem się, by całość przebyć w siodle, zwłaszcza, że przede mną jakaś para prowadziła rowery. Niestety.. Jakiś pieszy postanowił jednak nie odsuwać się z drogi i zmuszony byłem stanąć. O ruszeniu raczej nie było już mowy, więc ostatnie metry niestety były z buta :(
Na górze zamienieliśmy kilka słów z parą na rowerkach i ruszyliśmy w stronę KPN'u. Tu niestety zawrócili nas strażnicy przy wejściu. Wobec tego siodła w dół i zaczął się dość stromy zjazd drogą, którą przed chwilą z takim mozołem wdrapaliśmy się na górę. Nie sądziłem, ze kiedykolwiek to powiem, ale... podjeżdzało mi się lepiej niż zjeżdżało :) Tłumy ludzi bardzo utrudniały wytracanie wysokości.
Dalej wjechaliśmy na trasę rowerową nr 5 i pojechaliśmy nią aż do Drugiej Drogi, mijając po drodze Wysoki Most. Drugą drogą jechaliśmy nadal na wschód, aż dotarliśmy do niebieskiego szlaku prowadzącego ze Śmielca. Tutaj zauważyłem, że z tylnego koła schodzi mi powietrze. Okazało się, że jedna z przyklejonych wcześnej łątek zerwala się. Rozpocząłęm więc naprawy, które na skutek awarii pompki i innych utrudnień trwały około 2h 50min (sic!).
Potem już w dół niebieskim szlakiem do Jagniątkowa i stamtąd do Szkalrskiej Pręby Drogą pod Reglami.
Planowałem dojazd do Przesieki, ale ponieważ straciliśmy tykle czasu przez dziury w dętkach, wyszło jak wyszło.

Trasa: Stanica Górska - dolna stacja wyciągu - centrum - Huta Julia - Wodospad Kamieńczyka - [Trasa Rowerowa nr 5 "Karkonoski Ekspres pod Reglami"] - Wysoki Most (800 m.n.p.m.) - [II Droga] - [Koralowa Ścieżka] - Jagniątków - [Droga pod Reglami] - Stanica Górska

Pogoda super - pora ruszać.


Zawodnicy (i jedna zawodniczka) na starcie MTB Sprint


Poooszli... jak burza.


My zaś zajęliśmy się łataniem dziur :)


Wodospad Kamieńczyka widziany z góry


Marysia walczy o kolejne m.n.p.m.


Zakład wulkanizacyjny gdzieś na terenie KPN'u - dopiero zaczynam swą przygodę z tylną dętką, bo widać mało wzburzony jestem :)


Moja tylna dętka po dniu dzisiejszym: odsłona 1...


... i odsłona 2, czyli tzw "winogronko"

661

Sobota, 5 lipca 2008 · Komentarze(0)
Sobota powitała nas deszczem. W związku z tym odwiedzamy blachosmrodem Jelenią Górę i Karpacz. Łupem nasym padają między innymi ochraniacze na piszczele i kolana 661 Race - od tej pory Marysia może zaliczać gleby już bezkarnie. Raczej nie będzie z tej możliwości korzystała, ale... Późnym popołudniem pogoda się trochę wyklarowałą, więc wskoczyliśmy na rowery i śmignęliśmy w Izery. Trasą rowerową nr 2 dojechaliśmy do kopalni "Stanisław" i przez Rozdroże pod Cichą Równią, Górny Dukt Końskiej Jamy i Jakuszyce wróciliśmy do domu.

Trasa: Stanica Górska - PKP Szkl.Por. Górna - Izerskie Źródło Zdrowia i Miłości - Kopalnia "Stanisław" - Rozdroże pod Cichą Równią - Górny Dukt Końskiej Jamy - Jakuszyce - Bagnisko - Waloński Kamień - Huta "Julia" - Stanica Górska

"Izerskie Źródło Zdrowia i Miłości" ...:P


Podjazd do kopalni kwarcu. Marysia walczy, a w tle Karkonosze.


Kopalnia kwarcu "Stanisław"


Wieczorową porą Marysia śmiga poniżej kopalni. Po prawej widać Grzbiet Kamienicki.


Jak wyżej, tylko że teraz śmigam ja.


Rozdroże pod Cichą Równią

W drogę!

Piątek, 4 lipca 2008 · Komentarze(0)
Pobudka, bagaże i rowery w auto (o dziwo do 3-drzwiowej Toyoty Yaris wchodzą dwa fulle) i w drogę. Postojów niewiele (dokładnie jednen - u podnóża Gór Kaczawskich), by do Szklarskiej dojechać jak najwcześniej i jeszcze tego samego dnia wsiąść na rower. Jak na złość pogoda płata nam figla i kawałek za Wrocławiem zaczyna lać. Przestaje padać dopiero pod Jelenią Górą, ale widać, że tu też trochę wody spadło.
W związku z tym inauguracyjna wycieczka w Szklarskiej Porębie jest krótka - trochę zielonego i trochę czarnego szlaku do Wodospadu Szklarki wychodzi. W Kochanówce herbatka i znów szlakiem nad brzegiem Kamiennej z powrotem do kwatery. Trasa krótka, ale treściwa. Szlak jest kamienisty i wymagający (zwłaszcza po deszczu, gdy robi się ślisko. O każdy metr trzeba walczyć, choć wcale stromo nie jest.
Po drodze zaklejam dziurę w dętce, którą to dziurę najwyraźniej przywiozłwm jeszcze z Łodzi. Marysia zalicza pierwsze kilometry w górskim terenie i jest zauroczona :)

Było ciężko, ale zmieściło się wszystko.


Czarny szlak powyżej Wodospadu Szklarki. Jak widac pierwsze kilometry w górach łatwe nie były.


Nagroda za trudy: herbatka i widok na wodospad


Powrót wzdłuż Kamiennej...


...też łatwy nie był.


Byle do setki...

Niedziela, 29 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Sekciarze zobaczyli zdjęcia z wycieczek do Żwirowni i koniecznie chcieli się tam udać. W związku z tym zaoferowałem, że ich tam zaprowadzę. W niedzielę, po intensywnym balowaniu sobotnim, z trudem wstałem będąc w humorze podłym (kac) i ruszyłem w towarzystwie Marysi na Łódź-Kaliską. Przed samym dworcem Marysia dobiła dętkę na krawężniku i ostatnie metry były już bez powietrza. Ledwo zdążyliśmy i do pociągu wsiedliśmy chwilę przed odjazdem.
Podróż była krótka – w sam raz wystarczyło czasu na wymianę dętki.
Z dworca w Kolumnie ruszyliśmy do Żwirowni. sekciarska grupa była silna i po drodze były tylko trzy postoje ;) (sklep w Kolumnie, zalew w Baryczy i plaża na brzegu Grabii).
W Rokitnicy wspięliśmy się na „wydmę”, ale niestety mocny wiatr unoszący kłęby piachu uniemożliwił byczenie się na "plaży". Ruszyliśmy więc w drogę do... pobliskiego baru. Okazało się jednak, że za bardzo nie serwują tam jedzenia, więc krążąc po lesie pojechaliśmy nad brzeg Grabii. Tutaj spotkaliśmy znajomego, który w swej magicznej łódce krążył po rzece. Zrobił się z tego jakiś większy postój, więc z Marysią odłączyliśmy się od grupy.
Pojechaliśmy do Jamborka. Na smażoną rybę. Zamówiliśmy pstrąga i karpia. Czekaliśmy tak długo, że do smażalni dokulała się reszta grupy. Nie czekaliśmy jednak na nich, tylko po zjedzeniu przecięliśmy Grabię i zaczęliśmy błądzić. Zapuściliśmy się w las i krążyliśmy po leśnych drogach, utrzymując mniej więcej północno-wschodni kierunek. W ten sposób dotarliśmy do Rydzyn, gzie zapadła decyzja, że odwiedzimy Tuszyn-Las i dom Grzegorza. Tak też uczyniliśmy. Okazało się to świetnym pomysłem, bo uraczono nas obiadem, sokiem, owocami i herbatą. Ten iście królewski poczęstunek podbudował nasze siły i pozwolił z uśmiechem na paszczach pokonać pozostały odcinek do Łodzi (nudny, bo asfaltowy).
Na Retkini stuknęło 80km i Marysia zażyczyła sobie setki. Dlatego też, zamiast puścić się jak najkrótszą droga do domu, ruszyliśmy do Uroczyska Lublinek i dalej wzdłuż torów do Ner i dalej aż do Górki Pabainickiej. Gdy na horyzoncie zamajaczyły zabudowania Pabianic, uznałem że już wystarczy oddalania się. Przez Górkę Pabianicką, Gorzew i GOŚ dojechaliśmy na Retkinię (tu stuknęła setka) i dalej na Teofilów.
Nie spodziewałem się i nie planowałem takiego dystansu, ale jakoś wyszło. Była to pierwsza setka Marysi i jej pierwsza dłuższa jazda na nowym rowerze. Zarówno setka, jak i rower spodobały się. Z Sektą przejechaliśmy około 15km, a resztę we dwoje.

Kilka "pożyczonych" fotek:

Trasa: Teo – Łódź Kaliska [PKP] – Kolumna – Barycz – Żwirownia Rokinica – Ldzań – Jamborek - Drzewociny - [???] - Pawlikowice – Rydzyny – Czyżemin – Zofiówka – Tuszyn-Las – Rydzynki – Prawda – Guzew – Gadka Stara – Stawy Stefańskiego – Lotnisko Lublinek – Retkinia – Uroczysko Lublinek – Lublinek PKP – Łaskowice – Górka Pabianicka- Gorzew GOŚ – Gilette – Retkinia - Teo

Nieodzowny element wycieczek z Sektą - postój pod sklepem ;)


Barycz. Prawie całe stadko w komplecie.


Nad Grabią - postój nr 2 na konsumpcję zakupów z postoju nr 1. Ja tym razem jako grupowy abstynent jadę na wodzie z bukłaka.


Żwirownia Rokitnica. Po raz kolejny...

Spalskie Tournée łódzkiej ekipy bikestats.pl/forumrowerowe.org

Niedziela, 1 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Realizacja rzuconego tydzień temu pomysłu i trasa, którą chciałem w gronie forumowym zorbić od blisko roku. Wczoraj wieczorem szybka rozmowa i o ósmej rano znalazłem się przed McDonald's na Retkini, skąd odebrał mnie silenoz i pojechaliśmy zapakować rowery na jego Hellwagon. Trochę to trwało, ale wysiłki nasze zwieńczone zostały sukcesem. Potem na parking przed Castoramą, szybkie dopięcie roweru demvariego i w dorgę.
Dojechaliśmy do Tresty nad Zalewem Sulejowskim, zdjęliśmy graty z bagażnika i w zaczęliśmy jazdę na serio.
Nie było łatwo - upał straszny, chmary robactwa, skrzypiąca sztyca w rowerze Marcina. Do tego jakieś problemy zdrowotne u Marcina, a później u mnie. Mimo wszystko byliśmy twardzi i założoną trasę zrobiliśmy (mniej więcej). Jak zwykle w bunkrach zimno, czerwony szlak fajny, a w Spale tłumy. Chciałoby się jeszcze powiedzieć, że piwo zimne, a kobiety gorące, ale dzisiaj była kompletna abstynencja i tryb sportowy (co poniektórzy to nawet tłuszcz z szaszłyka odcinali;)), a kobiety (sztuk: 1) zostały w Łodzi.
Jak wróciliśmy do Tresty, to jeszcze trafiła nam się wyżerka z grill'a, za co wielkie dzięki należą się rodzinie Darka.

Po powrocie do Łodzi jeszcze wizyta u Marysi i potem już ścieżkami rowerowymi do domu.

Trasa: Teo - RTK - [Hellwagonem do Tresty] - Tresta - Smardzewice - Kopalnia Biała Góra - Rezerwat Niebieskie Źródła - Wąwał - Jeleń - Ceibłowice Duże - Spała - Konewka - Królowa Wola - Inowłódz - Gasek (?) - Spała - Glinnik - Tomaszów Mazowiecki - Nagórzyce - Smardzewice - Tresta - {Hellwagonem do Łodzi] - Rondo Solidarności - RDG E - Teo

A na fotkach mnie prawie nie ma, bo pełniłem rolę nadwornego poskramiacza optyki i zawsze prawie stałem po tej drugiej stronie obiektywu.

Rzeźba z metalu i rzeźbiarze przy pracy


"Małe Groty"


Niebieskie Źródła


Jeleń


Jeleń - w bunkrze kolejowym.


Jeleń - 2/3 naszej ekipy w bunkrze technicznym


Napis, który zrobiła Marysia podczas zeszłorocznej, majowej wycieczki nadal jest :)


Cała ekipa w komplecie: ja, demvari i silenoz.


Bunkier w Konewce - nie zadzieraj z silenozem


...z demvarim chyba też nie :)


Ale ja i tak mam największy kaliber




Nagórzyce - demvari ma lekki rower,...


...a silenoz ma dzieci (?) :)

Z łódzką "elytą"

Niedziela, 25 maja 2008 · Komentarze(0)
Grupa zebrana dzisiaj liczyła 4 osoby (ja, silenozXanagaz i Maciek), czyli było dość kameralnie.
Żwawym tempem pomknęliśmy przed siebie, by minąwszy Lublinek i Łaskowice, stanąć w Pabianicach. Tutaj Uzupełniliśmy prowiant i ruszyliśmy trasą znaną Ustawkowiczom z pamiętnej wyprawy w dniu 9.III.2008. Hermanów, Staw Jezior Duży (tu część grupy wspomogła się zimnym piwkiem) i dalej Ldzań i Młyn na Grabi.
Tym razem jednak, zamiast puścić się wzdłuż Grabi, skręciliśmy na południe. Miałem zamiar poprowadzić grupę do starej żwirowni (?) w pobliżu Rokitnicy.
Już po drodze okazało się, że warto było zapuścić się w niezbadane wcześniej tereny. Okolica była bardzo malownicza i obfitowała w pagórki i stawy.
Sama żwirownia robiłą spore wrażenie - sporych rozmiarów "pustynia w samym środku lasu i do tego z kilkunastometrową skarpą.
Posiedzieliśmy chwilę, popstrykaliśmy fotki i ruszyliśmy w droge powrotną. Klucząc po okolicznych wsiach wróciliśmy znów do Ldzania i ruszyliśmy na wschód, by dotrzeć do Dłutowa.
Kawalek za tą wsią skońćzyłą się jazda, a zaczęły się "swawole". Nad stawami hodowlanymi w ruch poszedł trunek spod znaku żubrowej trawki, pojawiła się kiełbacha i ogóreczki. Potem okazało się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i kawałek dalej, u znajomego Maćka, kupiliśmy więcej kiełbasy i "bonusik", a następnie w Zofiówce kolejną dawkę ogórków.
Potem już szybkim tempem, z miną ludzi, którzy mają wyraźny cel, udaliśmy się przez Prawdę, Guzew i Gadkę Starą nad Stawy Stefańskiego.
Tu zajęliśmy łąweczkę i zaczął się bal :)
Po jakimś czasie, gdy w "bonusiku" pojawiło się dno, silenoz z Xanagazem pomknęli po kolejną dawkę, a wracając przywieźli ze sobą też demvariego i gucia. Posiedzieliśmy trochę, aż wreszcie przyszła pora się pożegnać. Grupa się podzieliła, a ja z silenozem i Xanagazem pojechałem przez lotnisko na Retkinię, do zacnego szynku "Mefisto". Tu też jeszcze spiliśmy po browcu i w końcu, porą mocno wieczorową pojechaliśmy do domu. silenozem pojechał w swoją stronę, a ja z Xanagazem przbiliśmy się po ciemku przez chaszcze za Ogrodem Botanicznym i za parkiem na Zdorwiu ostatecznie zakończyliśmy jazdę grupową.
Gdy się rozstaliśmy, poczułęm moc wielką spożytych trunków i pozostałe 2 km do domu pokonałem w znacznej mierze pchając rower i robiąc dwa kilkunastominutowe postoje.
Jak dotarłem do domu, to autentycznie padłem...
Ale wycieczka była w dechę :D


Spec na łonie natury, czyli świetne tereny za Ldzaniem


Razem z silenozem zdobywamy szczyt "wydmy"...


...a Maciek z Xanagazem depczą nam po piętach.


Lisy pustyni - Xanagaz, ja, Maciek, silenoz (od lewej)


...fotka powyżej zrobiona była tam na górze, na krawędzi tej uroczej skarpy.


Po drodze zaliczyliśmy wszystkie typy nawierzchni: piach,...

...szutry,...

...i asfalt (ale nawet tu humor dopisywał)


Kiełbacha rządzi!! :D


Nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił zdjecia swojego roweru. Oto On przed sklepem w Zofiówce (ten czarny) :)


Stawy Stefańskiego


Wszyscy uczestnicy naszego pikniku na skraju drogi:
Maciek, demvari, gucio112, ja, silenoz, Xanagaz


Pożegnalne podnoszenie rowerów. Po fullu na łapkę i dawaj... Powinni z tego zrobić dyscyplinę olimpijską.



Trasa: Teo - Al. Włókniarzy - Zdrowie - Retkinia - Lublinek - Łaskowice - Pabianice - Hermanów - Staw Jezior Duży - Róża - Ldzań - Rokitnica - Aleksandrówek - Ldzań - Morgi - Mierzączka Duża - Dłutów - Leszczyny Duże - Zofiówka - Prawda - Guzew - Stara Gadka - Stawy Stefańskiego - Retkinia ("Mefisto") - Zdrowie - Teo

A wiosna przyszła pieszo...

Niedziela, 30 marca 2008 · Komentarze(0)
Pierwsza większa wyprawa tego roku. Były już dłuższe dystanse, ale dopiero ta wycieczka miała w sobie coś z beztroskiego, wakacyjnego włóczenia się po bezdrożach z dala od domu.
Grupa miała być trochę większa, bo zabrać miał się jeszcze siwy84 z forumrowerowe.org, wraz ze swoją dziewczyną, ale cóż.. nie wyszło. Pojechaliśmy we dwójkę: ja i Marysia.
Ruszyliśmy rano - żwawy przejazd na Łódź Fabryczną, rowery do pociągu i jedziemy do Koluszek. Zgodnie z planem mieliśmy zwiedzać lasy w pobliżu tego węzła kolejowego, ale w mojej głowie zrodził się plan zahaczenia o Tomaszów Mazowiecki. W zwięzku z tym, klucząc w pobliżu torów kolejowych ruszyliśmy na południe. Na początku było mało wiosennie - słońce zasłaniała jakaś złośliwa chmura, ścieżki i drogi były błotniste, a temperatura była daleka od obiecanych w prognozie kilkunastu stopni.
Po parunastu kilometrach zrobiło sie jednak ładniej. Teran jakby trochę obsechł i zaczęło pokazywać się słońce.
W Tomaszowie zjedliśmy pożywny obiad w "restauracji innej niż wszystkie" (ktoś jeszcze pamięta to ich stare hasło reklamowe?) i zaczęliśmy tą fajniejszą część wycieczki. Pojechaliśmy do Grot koło miasta, pojeździliśmy po ścieżkach w okolicznych lasach i robiąc masę postojów na robienie zdjęć dojechaliśmy do zapory w Smardzewicach. Tutaj po praz pierwszy naprawdę poczuliśmy, że jest wiosna. W okolicznych barach tłumy, do każdej budy z lodami ustawiały się kolejki, a do tego plątała się grupa kilkunastu motocyklistów, którzy robili sporo hałasu. Szybko opuściliśmy to zatłoczone miejse i samym brzegiem Pilicy pojechaliśmy do rezerwatu "Niebieskie Źródła". Kilka fotek i dalej już kulturalnie na dworzec, na pociąg do Łodzi. Tutaj miła niespodzianka - zamiast starym EN52, trasę do Koluszek pokonaliśmy na pokładzie ED59 (aka "Acatus")

No i obyło się bez gleb z winy Crank Bros. Marysi - udany dzień :)

Droga z Koluszek do Tomaszowa


Momentami było mokro - tutaj wracamy już na drogę, bo tu (jak iwidać) zaczyna się ten suchy odcinek


Gdzieś koło Skrzynek - zagrodzony podwójną linią ogrodzeń z drutu kolczastego obiekt o nieznanym przeznaczeniu. Ktoś wie co tam było?


W Lesie za Tomaszowem - wiosna na całego

j.w.

i tu też


Marysiowy rower (Stanisław II ):)


Groty Nagórzyckie - prawie jak góry :)




Nagórzyce - prawie jak chaszcze


Widok na Marysię (i zaporę w Smardzewicach)


Próg wodny poniżej zapory




Zalew Sulejowski. Kwiat lotosu, pięść mistrza Zen? :]


Pilica - singletrack


RTWD na 115mm i cisnę podjazd. Obiektyw spłaszcza, ale tym razem na serio było stromawo.


"Niebieskie Źródła" jeszcze w niezbyt wiosennych barwach (a rok temu, w maju było tu tak)




ED59, czyli limuzyna do Koluszek