Deszczowa wyprawa

Wtorek, 8 lipca 2008 · Komentarze(0)
Poprzedni dzień nie był zbyt udany, ale teraz miało być lepiej. Tym razem ruszyliśmy w Góry Izerskie. Najpierw asfaltowy podjazd na Zakręt Śmierci, a następnie żółtym szlakiem (dosyć stromym momentami) na Czarną Górę (964 m.n.p.m.) i Wysoki Kamień (1058 m.n.p.m.). Tutaj wypiliśmy po herbacie i podziwialiśmy panoramę Karkonoszy. Potem przez Zwalisko (1047 m.n.p.m.) dojechaliśmy do Rozdroża pod Izerskim Garbem i Kopalni "Stanisław". Tym razem jednak nie zatrzymywaliśmy się, tylko Starą Drogą Celną i Szklarską Drogą śmignęliśmy do Rzodroża Pod Cichą Równią (943 m.n.p.m.). Po drodze zaczęło mżyć, więc trochę poczekaliśmy pod daszkiem aż skończy i ruszyliśmy w kierunku Jagnięcego Jaru. Tutaj złapała nas ulewa. Zobaczyłem jak kolejne grzbiety po czeskiej stronie po kolei znikają za ścianą deszczu i ledwo zdążyłem przerzucić aparat, telefony i pieniądze do foliówki, gdy lunęło. Ta zmiana pogody wymusiła zmianę trasy. Zamiast trasy na Rozdroże pod Kopą ruszyliśmy Siną Drogą w dół do Chatki Górzystów. W strugach deszczu (a momentami i gradu), w zimnie i po szlakach, które momentalnie zaczęły zmianiać się w małe rzeczki, jazda byłą dosyć emocjonująca.
Jak na złość, gdy dotarliśmy do Chatki Górzystów, skońćzyło padać. Ponieważ jednak byliśmy cali mokrzy, postanowiliśmy posiedzieć tam trochę i podeschnąć. Zamówiliśmy sławne naleśniki z jagodami, wsadziliśmy nogi do pieca i siedzieliśmy. Potem były kolejne naleśniki, bigos, herbata... aż w końcu wyschło wszystko oprócz butów.
Ruszyliśmy wtedy przez Halę Izerską w kierunku Orla. Tutaj pogoda wymusiłą kolejny postój. Całkiem długi, gdyż co chwilę nadciągały kolejne chmury z których spadała kolejna dawka deszczu. Po któejś z kolei takiej porcji wody z nieba uznaliśmy, że jednak trzeba jechać. Najprostszą drogą dotarliśmy do Jakuszyc i stamtąd asfaltem zjechaliśmy do rowerowej "trójki", któą następnie dotarliśmy do Rozdroża pod Kamieńczykiem i potem przez Krucze Skały dojechaliśmy do domu.

Trasa: Stanica Górska - Zakręt Śmierci - Czarna Góra (965m.n.p.m.) - Kozie Skały (1012m.n.p.m.) - Wysoki Kamień (1058m.n.p.m.) - Rozdroże pod Zwaliskiem - Zwalisko (1047m.n.p.m) - Rozdroże pod Izerskim Garbem (1018m.n.p.m.) - Rozdroże pod Cichą Równią (943m.n.p.m.) - [Dolny Dukt Końskiej Jamy] - [Sina Droga] - Chatka Górzystów - Rozdroże pod Działem Izerskim - Jakuszyce - Rozdroże pod Kamieńczykiem - Krucze Skały - Bornit - Stanica Górska

W drodze na Czarną Górę




Widok z Wysokiego Kamienia na Karkonosze i Szklarską Porębę


Marysia gdzieś pomiedzy Wysokim Kamieniem a Zwaliskiem








Najlepszy sposób na suszenie nóg :)


Owiane legendą naleśniki w Chatce Górzystów. Jak widać, smakują.


Na Hali Izerskiej. WIdać, że tu też zdrowo padało


Wykorzystuję chwilową poprawę pogody i... pozuję do zdjęcia :)


Orle i rowery gotowe na nadejście deszczu,...


...który zapowiadają te malownicze chmury...


...i który zgodnie z oczekiwaniami przychodzi

"Winogronko"

Niedziela, 6 lipca 2008 · Komentarze(0)
Pierwszy (i jak okazało się później, jedyny) bezchmurny dzień. Za oknem błękitne niebo, a w sercu zapał do jazdy.
Najpierw pojechaliśmy pod dolną stację wyciągu na Szrenicę, gdzie rozpoczynał się "Szrenicki Wyścig Australijski i MTB Sprint, czyli dwa wyścigi jednego dnia dla miłośników maratonów i cross country". Popatrzyliśmy na rowerki, poczekaliśmy na start, a gdy zawodnicy ruszyli pojechaliśmy w dół i... oboje zaliczyliśmy snake'a w tylnym kole. Klejenie dziur trochę się przeciągnęło (zużyłem 5 łatek) i gdy ruszyliśmy ponownie w drogę, zawodnicy zaczynali meldować się na mecie sprintu. Pierwsze miejsce zajęli ex equo Piotr Formicki i Albert Fokt.
Na start wyścigu australijskiego już nie czekaliśmy tylko zjechaliśmy do centrum Sklarskiej i asfaltem dotoczyliśmy się do Huty "Julia". Tutaj opuściliśmy asfalt i wjechaliśmy na szlak wiodący do Wodospadu Kamieńczyka. Ludzi było sporo, więc nasz przejazd budził coś w rodzaju sensacji. Zwłaszcza na końcowym, stromym odcinku przed schroniskiem.
Łatwo nie było, ale uparłem się, by całość przebyć w siodle, zwłaszcza, że przede mną jakaś para prowadziła rowery. Niestety.. Jakiś pieszy postanowił jednak nie odsuwać się z drogi i zmuszony byłem stanąć. O ruszeniu raczej nie było już mowy, więc ostatnie metry niestety były z buta :(
Na górze zamienieliśmy kilka słów z parą na rowerkach i ruszyliśmy w stronę KPN'u. Tu niestety zawrócili nas strażnicy przy wejściu. Wobec tego siodła w dół i zaczął się dość stromy zjazd drogą, którą przed chwilą z takim mozołem wdrapaliśmy się na górę. Nie sądziłem, ze kiedykolwiek to powiem, ale... podjeżdzało mi się lepiej niż zjeżdżało :) Tłumy ludzi bardzo utrudniały wytracanie wysokości.
Dalej wjechaliśmy na trasę rowerową nr 5 i pojechaliśmy nią aż do Drugiej Drogi, mijając po drodze Wysoki Most. Drugą drogą jechaliśmy nadal na wschód, aż dotarliśmy do niebieskiego szlaku prowadzącego ze Śmielca. Tutaj zauważyłem, że z tylnego koła schodzi mi powietrze. Okazało się, że jedna z przyklejonych wcześnej łątek zerwala się. Rozpocząłęm więc naprawy, które na skutek awarii pompki i innych utrudnień trwały około 2h 50min (sic!).
Potem już w dół niebieskim szlakiem do Jagniątkowa i stamtąd do Szkalrskiej Pręby Drogą pod Reglami.
Planowałem dojazd do Przesieki, ale ponieważ straciliśmy tykle czasu przez dziury w dętkach, wyszło jak wyszło.

Trasa: Stanica Górska - dolna stacja wyciągu - centrum - Huta Julia - Wodospad Kamieńczyka - [Trasa Rowerowa nr 5 "Karkonoski Ekspres pod Reglami"] - Wysoki Most (800 m.n.p.m.) - [II Droga] - [Koralowa Ścieżka] - Jagniątków - [Droga pod Reglami] - Stanica Górska

Pogoda super - pora ruszać.


Zawodnicy (i jedna zawodniczka) na starcie MTB Sprint


Poooszli... jak burza.


My zaś zajęliśmy się łataniem dziur :)


Wodospad Kamieńczyka widziany z góry


Marysia walczy o kolejne m.n.p.m.


Zakład wulkanizacyjny gdzieś na terenie KPN'u - dopiero zaczynam swą przygodę z tylną dętką, bo widać mało wzburzony jestem :)


Moja tylna dętka po dniu dzisiejszym: odsłona 1...


... i odsłona 2, czyli tzw "winogronko"

661

Sobota, 5 lipca 2008 · Komentarze(0)
Sobota powitała nas deszczem. W związku z tym odwiedzamy blachosmrodem Jelenią Górę i Karpacz. Łupem nasym padają między innymi ochraniacze na piszczele i kolana 661 Race - od tej pory Marysia może zaliczać gleby już bezkarnie. Raczej nie będzie z tej możliwości korzystała, ale... Późnym popołudniem pogoda się trochę wyklarowałą, więc wskoczyliśmy na rowery i śmignęliśmy w Izery. Trasą rowerową nr 2 dojechaliśmy do kopalni "Stanisław" i przez Rozdroże pod Cichą Równią, Górny Dukt Końskiej Jamy i Jakuszyce wróciliśmy do domu.

Trasa: Stanica Górska - PKP Szkl.Por. Górna - Izerskie Źródło Zdrowia i Miłości - Kopalnia "Stanisław" - Rozdroże pod Cichą Równią - Górny Dukt Końskiej Jamy - Jakuszyce - Bagnisko - Waloński Kamień - Huta "Julia" - Stanica Górska

"Izerskie Źródło Zdrowia i Miłości" ...:P


Podjazd do kopalni kwarcu. Marysia walczy, a w tle Karkonosze.


Kopalnia kwarcu "Stanisław"


Wieczorową porą Marysia śmiga poniżej kopalni. Po prawej widać Grzbiet Kamienicki.


Jak wyżej, tylko że teraz śmigam ja.


Rozdroże pod Cichą Równią

W drogę!

Piątek, 4 lipca 2008 · Komentarze(0)
Pobudka, bagaże i rowery w auto (o dziwo do 3-drzwiowej Toyoty Yaris wchodzą dwa fulle) i w drogę. Postojów niewiele (dokładnie jednen - u podnóża Gór Kaczawskich), by do Szklarskiej dojechać jak najwcześniej i jeszcze tego samego dnia wsiąść na rower. Jak na złość pogoda płata nam figla i kawałek za Wrocławiem zaczyna lać. Przestaje padać dopiero pod Jelenią Górą, ale widać, że tu też trochę wody spadło.
W związku z tym inauguracyjna wycieczka w Szklarskiej Porębie jest krótka - trochę zielonego i trochę czarnego szlaku do Wodospadu Szklarki wychodzi. W Kochanówce herbatka i znów szlakiem nad brzegiem Kamiennej z powrotem do kwatery. Trasa krótka, ale treściwa. Szlak jest kamienisty i wymagający (zwłaszcza po deszczu, gdy robi się ślisko. O każdy metr trzeba walczyć, choć wcale stromo nie jest.
Po drodze zaklejam dziurę w dętce, którą to dziurę najwyraźniej przywiozłwm jeszcze z Łodzi. Marysia zalicza pierwsze kilometry w górskim terenie i jest zauroczona :)

Było ciężko, ale zmieściło się wszystko.


Czarny szlak powyżej Wodospadu Szklarki. Jak widac pierwsze kilometry w górach łatwe nie były.


Nagroda za trudy: herbatka i widok na wodospad


Powrót wzdłuż Kamiennej...


...też łatwy nie był.


Byle do setki...

Niedziela, 29 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Sekciarze zobaczyli zdjęcia z wycieczek do Żwirowni i koniecznie chcieli się tam udać. W związku z tym zaoferowałem, że ich tam zaprowadzę. W niedzielę, po intensywnym balowaniu sobotnim, z trudem wstałem będąc w humorze podłym (kac) i ruszyłem w towarzystwie Marysi na Łódź-Kaliską. Przed samym dworcem Marysia dobiła dętkę na krawężniku i ostatnie metry były już bez powietrza. Ledwo zdążyliśmy i do pociągu wsiedliśmy chwilę przed odjazdem.
Podróż była krótka – w sam raz wystarczyło czasu na wymianę dętki.
Z dworca w Kolumnie ruszyliśmy do Żwirowni. sekciarska grupa była silna i po drodze były tylko trzy postoje ;) (sklep w Kolumnie, zalew w Baryczy i plaża na brzegu Grabii).
W Rokitnicy wspięliśmy się na „wydmę”, ale niestety mocny wiatr unoszący kłęby piachu uniemożliwił byczenie się na "plaży". Ruszyliśmy więc w drogę do... pobliskiego baru. Okazało się jednak, że za bardzo nie serwują tam jedzenia, więc krążąc po lesie pojechaliśmy nad brzeg Grabii. Tutaj spotkaliśmy znajomego, który w swej magicznej łódce krążył po rzece. Zrobił się z tego jakiś większy postój, więc z Marysią odłączyliśmy się od grupy.
Pojechaliśmy do Jamborka. Na smażoną rybę. Zamówiliśmy pstrąga i karpia. Czekaliśmy tak długo, że do smażalni dokulała się reszta grupy. Nie czekaliśmy jednak na nich, tylko po zjedzeniu przecięliśmy Grabię i zaczęliśmy błądzić. Zapuściliśmy się w las i krążyliśmy po leśnych drogach, utrzymując mniej więcej północno-wschodni kierunek. W ten sposób dotarliśmy do Rydzyn, gzie zapadła decyzja, że odwiedzimy Tuszyn-Las i dom Grzegorza. Tak też uczyniliśmy. Okazało się to świetnym pomysłem, bo uraczono nas obiadem, sokiem, owocami i herbatą. Ten iście królewski poczęstunek podbudował nasze siły i pozwolił z uśmiechem na paszczach pokonać pozostały odcinek do Łodzi (nudny, bo asfaltowy).
Na Retkini stuknęło 80km i Marysia zażyczyła sobie setki. Dlatego też, zamiast puścić się jak najkrótszą droga do domu, ruszyliśmy do Uroczyska Lublinek i dalej wzdłuż torów do Ner i dalej aż do Górki Pabainickiej. Gdy na horyzoncie zamajaczyły zabudowania Pabianic, uznałem że już wystarczy oddalania się. Przez Górkę Pabianicką, Gorzew i GOŚ dojechaliśmy na Retkinię (tu stuknęła setka) i dalej na Teofilów.
Nie spodziewałem się i nie planowałem takiego dystansu, ale jakoś wyszło. Była to pierwsza setka Marysi i jej pierwsza dłuższa jazda na nowym rowerze. Zarówno setka, jak i rower spodobały się. Z Sektą przejechaliśmy około 15km, a resztę we dwoje.

Kilka "pożyczonych" fotek:

Trasa: Teo – Łódź Kaliska [PKP] – Kolumna – Barycz – Żwirownia Rokinica – Ldzań – Jamborek - Drzewociny - [???] - Pawlikowice – Rydzyny – Czyżemin – Zofiówka – Tuszyn-Las – Rydzynki – Prawda – Guzew – Gadka Stara – Stawy Stefańskiego – Lotnisko Lublinek – Retkinia – Uroczysko Lublinek – Lublinek PKP – Łaskowice – Górka Pabianicka- Gorzew GOŚ – Gilette – Retkinia - Teo

Nieodzowny element wycieczek z Sektą - postój pod sklepem ;)


Barycz. Prawie całe stadko w komplecie.


Nad Grabią - postój nr 2 na konsumpcję zakupów z postoju nr 1. Ja tym razem jako grupowy abstynent jadę na wodzie z bukłaka.


Żwirownia Rokitnica. Po raz kolejny...

Spalskie Tournée łódzkiej ekipy bikestats.pl/forumrowerowe.org

Niedziela, 1 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Realizacja rzuconego tydzień temu pomysłu i trasa, którą chciałem w gronie forumowym zorbić od blisko roku. Wczoraj wieczorem szybka rozmowa i o ósmej rano znalazłem się przed McDonald's na Retkini, skąd odebrał mnie silenoz i pojechaliśmy zapakować rowery na jego Hellwagon. Trochę to trwało, ale wysiłki nasze zwieńczone zostały sukcesem. Potem na parking przed Castoramą, szybkie dopięcie roweru demvariego i w dorgę.
Dojechaliśmy do Tresty nad Zalewem Sulejowskim, zdjęliśmy graty z bagażnika i w zaczęliśmy jazdę na serio.
Nie było łatwo - upał straszny, chmary robactwa, skrzypiąca sztyca w rowerze Marcina. Do tego jakieś problemy zdrowotne u Marcina, a później u mnie. Mimo wszystko byliśmy twardzi i założoną trasę zrobiliśmy (mniej więcej). Jak zwykle w bunkrach zimno, czerwony szlak fajny, a w Spale tłumy. Chciałoby się jeszcze powiedzieć, że piwo zimne, a kobiety gorące, ale dzisiaj była kompletna abstynencja i tryb sportowy (co poniektórzy to nawet tłuszcz z szaszłyka odcinali;)), a kobiety (sztuk: 1) zostały w Łodzi.
Jak wróciliśmy do Tresty, to jeszcze trafiła nam się wyżerka z grill'a, za co wielkie dzięki należą się rodzinie Darka.

Po powrocie do Łodzi jeszcze wizyta u Marysi i potem już ścieżkami rowerowymi do domu.

Trasa: Teo - RTK - [Hellwagonem do Tresty] - Tresta - Smardzewice - Kopalnia Biała Góra - Rezerwat Niebieskie Źródła - Wąwał - Jeleń - Ceibłowice Duże - Spała - Konewka - Królowa Wola - Inowłódz - Gasek (?) - Spała - Glinnik - Tomaszów Mazowiecki - Nagórzyce - Smardzewice - Tresta - {Hellwagonem do Łodzi] - Rondo Solidarności - RDG E - Teo

A na fotkach mnie prawie nie ma, bo pełniłem rolę nadwornego poskramiacza optyki i zawsze prawie stałem po tej drugiej stronie obiektywu.

Rzeźba z metalu i rzeźbiarze przy pracy


"Małe Groty"


Niebieskie Źródła


Jeleń


Jeleń - w bunkrze kolejowym.


Jeleń - 2/3 naszej ekipy w bunkrze technicznym


Napis, który zrobiła Marysia podczas zeszłorocznej, majowej wycieczki nadal jest :)


Cała ekipa w komplecie: ja, demvari i silenoz.


Bunkier w Konewce - nie zadzieraj z silenozem


...z demvarim chyba też nie :)


Ale ja i tak mam największy kaliber




Nagórzyce - demvari ma lekki rower,...


...a silenoz ma dzieci (?) :)

Z łódzką "elytą"

Niedziela, 25 maja 2008 · Komentarze(0)
Grupa zebrana dzisiaj liczyła 4 osoby (ja, silenozXanagaz i Maciek), czyli było dość kameralnie.
Żwawym tempem pomknęliśmy przed siebie, by minąwszy Lublinek i Łaskowice, stanąć w Pabianicach. Tutaj Uzupełniliśmy prowiant i ruszyliśmy trasą znaną Ustawkowiczom z pamiętnej wyprawy w dniu 9.III.2008. Hermanów, Staw Jezior Duży (tu część grupy wspomogła się zimnym piwkiem) i dalej Ldzań i Młyn na Grabi.
Tym razem jednak, zamiast puścić się wzdłuż Grabi, skręciliśmy na południe. Miałem zamiar poprowadzić grupę do starej żwirowni (?) w pobliżu Rokitnicy.
Już po drodze okazało się, że warto było zapuścić się w niezbadane wcześniej tereny. Okolica była bardzo malownicza i obfitowała w pagórki i stawy.
Sama żwirownia robiłą spore wrażenie - sporych rozmiarów "pustynia w samym środku lasu i do tego z kilkunastometrową skarpą.
Posiedzieliśmy chwilę, popstrykaliśmy fotki i ruszyliśmy w droge powrotną. Klucząc po okolicznych wsiach wróciliśmy znów do Ldzania i ruszyliśmy na wschód, by dotrzeć do Dłutowa.
Kawalek za tą wsią skońćzyłą się jazda, a zaczęły się "swawole". Nad stawami hodowlanymi w ruch poszedł trunek spod znaku żubrowej trawki, pojawiła się kiełbacha i ogóreczki. Potem okazało się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i kawałek dalej, u znajomego Maćka, kupiliśmy więcej kiełbasy i "bonusik", a następnie w Zofiówce kolejną dawkę ogórków.
Potem już szybkim tempem, z miną ludzi, którzy mają wyraźny cel, udaliśmy się przez Prawdę, Guzew i Gadkę Starą nad Stawy Stefańskiego.
Tu zajęliśmy łąweczkę i zaczął się bal :)
Po jakimś czasie, gdy w "bonusiku" pojawiło się dno, silenoz z Xanagazem pomknęli po kolejną dawkę, a wracając przywieźli ze sobą też demvariego i gucia. Posiedzieliśmy trochę, aż wreszcie przyszła pora się pożegnać. Grupa się podzieliła, a ja z silenozem i Xanagazem pojechałem przez lotnisko na Retkinię, do zacnego szynku "Mefisto". Tu też jeszcze spiliśmy po browcu i w końcu, porą mocno wieczorową pojechaliśmy do domu. silenozem pojechał w swoją stronę, a ja z Xanagazem przbiliśmy się po ciemku przez chaszcze za Ogrodem Botanicznym i za parkiem na Zdorwiu ostatecznie zakończyliśmy jazdę grupową.
Gdy się rozstaliśmy, poczułęm moc wielką spożytych trunków i pozostałe 2 km do domu pokonałem w znacznej mierze pchając rower i robiąc dwa kilkunastominutowe postoje.
Jak dotarłem do domu, to autentycznie padłem...
Ale wycieczka była w dechę :D


Spec na łonie natury, czyli świetne tereny za Ldzaniem


Razem z silenozem zdobywamy szczyt "wydmy"...


...a Maciek z Xanagazem depczą nam po piętach.


Lisy pustyni - Xanagaz, ja, Maciek, silenoz (od lewej)


...fotka powyżej zrobiona była tam na górze, na krawędzi tej uroczej skarpy.


Po drodze zaliczyliśmy wszystkie typy nawierzchni: piach,...

...szutry,...

...i asfalt (ale nawet tu humor dopisywał)


Kiełbacha rządzi!! :D


Nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił zdjecia swojego roweru. Oto On przed sklepem w Zofiówce (ten czarny) :)


Stawy Stefańskiego


Wszyscy uczestnicy naszego pikniku na skraju drogi:
Maciek, demvari, gucio112, ja, silenoz, Xanagaz


Pożegnalne podnoszenie rowerów. Po fullu na łapkę i dawaj... Powinni z tego zrobić dyscyplinę olimpijską.



Trasa: Teo - Al. Włókniarzy - Zdrowie - Retkinia - Lublinek - Łaskowice - Pabianice - Hermanów - Staw Jezior Duży - Róża - Ldzań - Rokitnica - Aleksandrówek - Ldzań - Morgi - Mierzączka Duża - Dłutów - Leszczyny Duże - Zofiówka - Prawda - Guzew - Stara Gadka - Stawy Stefańskiego - Retkinia ("Mefisto") - Zdrowie - Teo

A wiosna przyszła pieszo...

Niedziela, 30 marca 2008 · Komentarze(0)
Pierwsza większa wyprawa tego roku. Były już dłuższe dystanse, ale dopiero ta wycieczka miała w sobie coś z beztroskiego, wakacyjnego włóczenia się po bezdrożach z dala od domu.
Grupa miała być trochę większa, bo zabrać miał się jeszcze siwy84 z forumrowerowe.org, wraz ze swoją dziewczyną, ale cóż.. nie wyszło. Pojechaliśmy we dwójkę: ja i Marysia.
Ruszyliśmy rano - żwawy przejazd na Łódź Fabryczną, rowery do pociągu i jedziemy do Koluszek. Zgodnie z planem mieliśmy zwiedzać lasy w pobliżu tego węzła kolejowego, ale w mojej głowie zrodził się plan zahaczenia o Tomaszów Mazowiecki. W zwięzku z tym, klucząc w pobliżu torów kolejowych ruszyliśmy na południe. Na początku było mało wiosennie - słońce zasłaniała jakaś złośliwa chmura, ścieżki i drogi były błotniste, a temperatura była daleka od obiecanych w prognozie kilkunastu stopni.
Po parunastu kilometrach zrobiło sie jednak ładniej. Teran jakby trochę obsechł i zaczęło pokazywać się słońce.
W Tomaszowie zjedliśmy pożywny obiad w "restauracji innej niż wszystkie" (ktoś jeszcze pamięta to ich stare hasło reklamowe?) i zaczęliśmy tą fajniejszą część wycieczki. Pojechaliśmy do Grot koło miasta, pojeździliśmy po ścieżkach w okolicznych lasach i robiąc masę postojów na robienie zdjęć dojechaliśmy do zapory w Smardzewicach. Tutaj po praz pierwszy naprawdę poczuliśmy, że jest wiosna. W okolicznych barach tłumy, do każdej budy z lodami ustawiały się kolejki, a do tego plątała się grupa kilkunastu motocyklistów, którzy robili sporo hałasu. Szybko opuściliśmy to zatłoczone miejse i samym brzegiem Pilicy pojechaliśmy do rezerwatu "Niebieskie Źródła". Kilka fotek i dalej już kulturalnie na dworzec, na pociąg do Łodzi. Tutaj miła niespodzianka - zamiast starym EN52, trasę do Koluszek pokonaliśmy na pokładzie ED59 (aka "Acatus")

No i obyło się bez gleb z winy Crank Bros. Marysi - udany dzień :)

Droga z Koluszek do Tomaszowa


Momentami było mokro - tutaj wracamy już na drogę, bo tu (jak iwidać) zaczyna się ten suchy odcinek


Gdzieś koło Skrzynek - zagrodzony podwójną linią ogrodzeń z drutu kolczastego obiekt o nieznanym przeznaczeniu. Ktoś wie co tam było?


W Lesie za Tomaszowem - wiosna na całego

j.w.

i tu też


Marysiowy rower (Stanisław II ):)


Groty Nagórzyckie - prawie jak góry :)




Nagórzyce - prawie jak chaszcze


Widok na Marysię (i zaporę w Smardzewicach)


Próg wodny poniżej zapory




Zalew Sulejowski. Kwiat lotosu, pięść mistrza Zen? :]


Pilica - singletrack


RTWD na 115mm i cisnę podjazd. Obiektyw spłaszcza, ale tym razem na serio było stromawo.


"Niebieskie Źródła" jeszcze w niezbyt wiosennych barwach (a rok temu, w maju było tu tak)




ED59, czyli limuzyna do Koluszek

Zemsta haka

Niedziela, 9 marca 2008 · Komentarze(0)
Kolejna niedzielna wycieczka z forumowiczami (czyżby narodziny nowej, świeckiej tradycji?). Na zbiórce primo stawili się: Ulf, Pixon i demvari. Ruszyliśmy w tym dzielnym gronie na zbiórkę secundo - pod "restauracją inną niż wszystkie" czekali na nas silenoz i Maciej.
Potem Lublinek i Pabianice. Tam opuścił nas demvari, a my zaopatrzyliśmy się w zapas płynów i przetworów mięsnych (można tak kiełbasę nazwać?) oraz czerstwe bułki. Dalej, czerwonym szlakiem udaliśmy się w kierunku Ldzania, gdzie nad rzeką Grabią miało odbyć się rytualne i długo planowane pieczenie kiełbasy. Po drodze, już za Ldzaniem Pixon najwyraźniej postanowił, że odchudzania roweru nigdy za wiele i urwał hak przerzutki. Ponieważ byliśmy kilkaset metrów od miejsca, które latem wygląda tak, postanowiliśmy zrobić postój. Tutaj okzało się, że nasz plan rozpalenia ogniska miał jeden słaby punkt - nikt nie miał zapalek, ani zapalniczki. Nie pozostało nam nic innego, jak zjeść kiełbasy bez poddawania ich obróbce termicznej, zapijając je piwkiem. Pixon zaś zbudował single-speed'a, bluźniąc przy tym soczyście. Pojawiła się propozycja, by wyrzeźbić hak przerzutki z suchej bułki, którą przyszło wcinać Pixonowi, ale... jakoś nie wyszło :]

Po chwili odpoczynku ruszyliśmy do Baryczy i Kolumny. Tytaj grupa się podzieliła: silenoz załapał się na samochodową podwózkę do Łodzi, Maciej pojechał w swoją stronę.

Zostałem ja, Pixon i Ulf - hardtail single-speed i dwa full'e po 145/150mm skoku. Do tej pory tempo było rzędu 16km/h a teraz wyraźnie wzrosło - przez Poleszyn, Janowice, Wolę Żytowską bryknęliśmy w dosyć szybkim, jak na mnie, tempie rzędu 24-30km/h. Tak dojechaliśmy do Górki Pabianickiej i przez Gorzew dojechaliśmy na Smulsko. Dalej poprowadizłem grupe przez poligon i pokazałem uroki tego miejsca.

Ostatecznie rozstaliśmy się przy Zgierskiej. Ulf i Pixon pojechali dalej na północ, a ja odwiedziłem Marysię, która nakarmiła mnie i napoiła (ratując mi tym samym życie).
Do domu wróciłem jadąc wzdłuż Al. Włókniarzy i Limanowskiego - grzecznie, ścieżką rowerową.

Fajna wycieczka, ale jutro odpokutuję to tempo w drugiej części.

Trasa: HQ - Limanowskiego/Włókniarzy - "Zdrowie" - McDonald's Retkinia - Lublinek - Pabianice - Ldzań - Barycz - Kolumna - Poleszyn - Janowice - Żytowice - Wola Żytowska - Konin - Górka Pabianicka - Gorzew - Nowy Józefów - Smulsko - poligon - Os.Żubardź - Al. Włókniarzy - RDG E - HQ

(Tutaj opis wycieczki autorstwa Pixona)

A tu kilka fotek:

Maciej, Ulf i silenoz


Ja, Maciej, Pixon, silenoz


Rumaki (prawie wszystkie) przy młynie w Ldzaniu


Młyn na Grabi w Ldzaniu


Poison Zyankali + patyk=...


Pit-stop (to się ostanio modne robi)


My przy "ognisku"




Pixon zmiękczający bułkę

Marcowanie po lesie

Sobota, 8 marca 2008 · Komentarze(0)
Z okazji prawie wiosennej pogody przejechaliśmy się po Lesie Łagiewnickim i po poligonie. Przeprowadziliśmy też trening w zakresie podjazdów na krótkie, strome wzniesienia. Są filmy z tego wydarzenia, ale z racji sporej ilości wulgaryzmów (Marysia) i idiotyzmów (ja) nie nadają się do publikacji :]
Przez całą drogę nękało mnie koszmarne dzwonienie tarczy przedniego hamulca. Co postój starałem się ustawić zacisk tak, by wyeliminować ten przykry dźwięk. W końcu nie wytrzymałem - wyciągnąłem koło, zresetowałem tłoczki, ustawiłem zacisk i... reszta wycieczki odbyła się w ciszy.

Sesja fotograficzna...


...i jej efekty.




Pit-stop.


Te piękne kobiety i ich szybkie maszyny :]