Sport to zdrowie?

Sobota, 14 maja 2011 · Komentarze(0)
Szosa z chorą.
Po 40km padło "Wczoraj miałam gorączkę". Po 70 "Dziś też mam gorączkę"
Fun, fun, fun :)

Zdjęć niewiele - jedno: Kaplica cmentarna pw. Przemienienia Pańskiego z 1854r. w Bełdowie.

Ghost Trail

Czwartek, 12 maja 2011 · Komentarze(0)
Do "Dymano" zostawić damper w serwisie. W sumie to prawie całego rozbebeszyłem go wczoraj w nocy, ale doszedłem do wniosku, że przydało by się też przeserwisować tłumik, a nie tylko przesmarować komorę powietrzną i uszczelki. Nie mam oleju, żeby po wszystkim od nowa go zalać, więc wyszło jak wyszło.
Z tego powodu do środy jestem uszosowiony. Może nawet na dłużej...

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tBS97enOQA0"> <embed src="http://www.youtube.com/v/tBS97enOQA0" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>Powoli się rozkręca, ale gdzieś od 2:50 zaczyna robić się świetne, by od 9:20 urwać głowę :)

Wycieczka za 200zł... prawie :)

Niedziela, 8 maja 2011 · Komentarze(0)
Umówiłem się z Siwym na krańcówce autobusowej na Szczcińskiej, a potem przez Las Okręglik ruszyliśmy w kierunku Lasu Łagiewnickiego. Na początku jeszcze nawet była uczciwa jazda, ale odkąd nad stawami w Arturówku zabraliśmy się za montowanie w rowerze Swiego ex-marysiowego Eastona, wyjazd zmienił się w relaksacyjną, piwno-kiełbasianą eksplorację lasu.
W którymś momencie, tak gdzieś po kiełbasie z frytkami i między drugim a trzecim piwem, spotkaliśmy się z Irminą i Mateuszem, by przeprowadzić terenowy chrzest roweru tej pierwszej. Ponieważ Ravena Poison już terenowo ochrzczony, to był to dla niego kolejny jakiś sakrament. Nie wiem jeszcze tylko, czy to było kapłaństwo czy małżeństwo. Nieważne :)
Na koniec jeszcze mały epizod ze Strażą Miejską, która pragnęła wręczyć mi za brak lampek karnecik na 200zł, ale dzięki bogu udało się jakoś tego uniknąć. Trochę mi się należało, ale na swoją obronę powiem tylko, że akurat ulica którą jechaliśmy była zamknięta dla ruchu samochodowego. No i tyle.

Cała ekipa na punkcie widokowym w Dobrej. Mnie na zdjęciu reprezentuje plecak.


Ponieważ na poprzedniej fotce Raven się schował za Siwym, to tutaj w całej okazałości, wraz z Prophetem.

El Siete de Mayo

Sobota, 7 maja 2011 · Komentarze(0)
Zimą założyłem do Propheta mostek 60mm i od tamtej pory na nim jeździłem. Długa przerwa w jeżdżeniu spowodowała, że nie umiałem ocenić jak zmieniło się prowadzenie roweru w porównaniu z mostkiem 90mm. Dzisiaj więc założyłem z powrotem Thomsona, zrobiłem krótką rundkę i... jak ja mogłem tak jeździć przez dwa lata?! Kierownica 710mm, łagodny kąt główki + długawy mostek dają w efekcie bardzo krowiasto prowadzący się rower. 90mm znów wylatuje.
Może ktoś chce kupić Thomsona X4 90mm?

A! Odebrałem dzisiaj dyplom i jestem od już oficjalnie "magistrem sztuki". Jak to zobaczyłem w papierach, to prawie się posikałem, bo brzmi idiotycznie :)
I Wbrew pozorom nie jest to tak całkiem nie na temat, bo w projektowej części był silny akcencik rowerowy :)


Audio na dziś: Black Cobra - "Sugar Water". Niesamowite ile hałasu mogą narobić zaledwie dwie osoby.
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/guLn00BO4xQ"> <embed src="http://www.youtube.com/v/guLn00BO4xQ" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object>

Wiadoma rzecz – stolyca

Poniedziałek, 2 maja 2011 · Komentarze(0)
Plany na majówkę były wielkie: większą ekipą w góry! A co!
Niestety splot przeróżnych okoliczności spowodował, że trochę nie wyszło.
Zamiast tego, w sobotę po pracy wpakowaliśmy mandżur do auta i na zaproszenie Magdy i Michała ruszyliśmy do Warszawy.
Mimo nizinnego charakteru rejonu, w który się wybieraliśmy, plany były ambitne - rowery, kajaki na Wkrze...
Cóż... Niedzielne osiem stopni zakrapiane deszczem trochę nas uziemiło.
W poniedziałek pogoda była lepsza - nadal temperatura jednocyfrowa, ale przynajmniej bez deszczu.
Pojechaliśmy więc i było miło. Zimno, ale miło :)
Najpierw wzdłuż Kanału Żerańskiego udaliśmy się nad Jezioro Zegrzyńskie, by ostatecznie dotrzeć do punktu, gdzie Bug łączy się z Narwią.
Potem obiad (niesamowicie smaczna karkówka w barze w Borkach) i w drogę, by zahaczając o Fort Beniaminów, przez Lasy Drewnickie, szlakami rowerowymi dotrzeć z powrotem do naszej przeuroczej kwatery :)

Pora na foty. Dla odmiany wszystkie zrobione jako pseudo HDR'y

Na początek napotkany w Porcie Police indor. Pasuje, bo początkowo pogoda raczej na Indoor Cycling była :)


Dotarliśmy do punktu widokowego, w rejonie ujścia Bugu. Usiedliśmy na kłodzie, zrobiłem ze dwa zdjęcia i szybko zwialiśmy bo zimno.


Żurawie nad zalewem


Jakoś do tej pory nie miałem okazji pochwaleniem się kolejną odsłoną piwnych gadżetów w rowerze, więc proszę: Beer-Bomber w drodze na obiad :)


A tu... nie wiem... Beer-Marysia?


Fort Beniaminów


Wnętrze.. Nie wiedziałem, którą fotkę wolę, więc wrzucam obie :)




I na koniec moi radośni towarzysze i towarzyszki :)

Król Sos 2

Sobota, 23 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
W Sporych Rozmiarów Sobotę niektórzy marnują czas odwiedzając świątynię poświęconą swojemu niewidzialnemu przyjacielowi. Ja postanowiłem spędzić ten dzień inaczej i pojechałem z Ojcem na rower. Po sosie.

Na końcu zasiedliśmy przy powstającym Terminalu III na inter-galaktycznym porcie gwiezdnym Lublinek.




A po drodze, w Zofiówce, wypiliśmy na spółę jedno jajeczko. Czerwone było.


Szybki Padre na sosie


Ja na sosówce (sosjerce?) z dala od sosu.


I jeszcze do posłuchania na dzisiaj.
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/x6lgS64aQUI"> <embed src="http://www.youtube.com/v/x6lgS64aQUI" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>...

Samobójstwo w suchym sosie

Piątek, 22 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Dzisiaj natchnęło mnie na popołudniowe rowerowanie. Powiedzmy, że "świąteczne".
Wybrałem wersje sosową. Od początku jednak wszystko szło nie po mojej myśli.
Na pierwszym postoju na fotkę okazało się, że nie włożyłem karty do aparatu. Potem zachciało mi się pić, a kasy w plecaku "niet". Ukoronowaniem wszystkiego było złapanie gumy w jakiejś zapadłej wsi na 100-metrowym odcinku wysypanym tłuczniem. Chwilę po tym jak pomyślałem coś w stylu: "Jadę sobie te 8 km/h i średnia mi spada, ale i tak mniej, niż spadłaby mi, gdybym złapał gumę" :/
Oczywiście łatek, ani dętki zapasowej też nie miałem.
Całe szczęście, że telefonicznie udało mi się wezwać Tata-Service i dętka przyjechała z Łodzi. Dzięki temu pieszo zrobiłem tylko gdzieś 3,5km, a nie całą drogę do domu.
Po tych wszystkich niepowodzeniach bałem się, że jeszcze we mnie jakieś auto walnie, bo jakoś pasowałoby to do całokształtu tej wycieczki.

Na sosie jedyną rozrywką mogą być ciekawe zróżnicowane krajobrazy... A co zrobić, gdy krajobraz jest taki?


Rower się opala, a ja pykam foty, nie wiedząc jeszcze, że robiąc to mega-wypas zdjęcie zapełniłem właśnie gdzieś 1/4 będącego do mojej dyspozycji miejsca w aparacie. Wkrótce, dzięki komunikatowi "Pamięć pełna", dowiedziałem się i padło pierwsze (z wielu podczas tej wycieczki) słowo powszechnie uznawane za wulgarne.


Bzura


Jakiś czas temu k4r3l(którego to pozdrawiam serdecznie) polecił mi polski zespół Blindead. Spodobało się. Bardzo. W związku z tym jazda dzisiejsza była przy dźwiękach tej kapeli.
W sumie, to prawie cały czas ten kawałek katowałem.
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ELaMY7mjx58"> <embed src="http://www.youtube.com/v/ELaMY7mjx58" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>...

Nogi mi się palą!

Sobota, 16 kwietnia 2011 · Komentarze(1)
"Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata" Niech mi ktoś powie, że to nie jest prawdą, to szczelę w japę, albo moje drugie imię nie jest Stefan (a nie jest). Ale.. po kolei:
W sobotni poranek budzik zadzwonił kilka minut po piątej. Pora wybitnie nieboska, za oknem -1 °C, ale wstać trzeba, bo pociągi na maruderów nie czekają. Gdzieś po drodze na Łódź Fabryczną spotykaliśmy Siwego i już we trójkę zalogowaliśmy się na pokładzie EN-57 do Tomaszowa Mazowieckiego.
Na miejscu szybki pączek i w drogę. Najpierw klasycznie: Niebieskie Źródła, schron kolejowy w Jeleniu, ale potem postanowiłem, że przecież nie można jechać zwyczajnie asfaltem i zaczynamy jazdę "na czuja". Dopóki nie znaleźliśmy się w bezpośredniej bliskości Pilicy, wszystko szło super. Potem jednak zaczęło robić się mokro, aż skończyło się brodzeniem w rzece Słomiance (próbowaliśmy z Marcinem most zbudować, ale nie wyszło) i zabawą w Jezusa na jakimś bagienku.
Wszystko to odbywało się dosłownie kilkadziesiąt metrów od wygodnego, znakowanego szlaku, ale cóż... przynajmniej było ciekawie:) Dobrze, że chociaż pogoda poprawiła się znacznie od rana i słoneczko ogrzało świat do blisko 20 stopni. Gdyby przyszło brnąć przez wodę w takim zimnie, jak rano, to podejrzewam, że Siwy do spółki z Marysią powiesiliby mnie na pierwszym lepszym drzewie, a potem sami pomarli z wyziębienia. Całe szczęście taki finał z rodem z greckiej tragedii nie był konieczny, a w nagrodę za trudy była kiełbasa upieczona na ognisku i zimny browarek wypity na brzegu Pilicy.
W drodze powrotnej przyszło nam znowu zamoczyć nogi w Słomiance, bo mostek na czerwonym szlaku się wziął i się zarwał. Moi towarzysze zdjęli buty, podkasali spódnice i przebrnęli przez rzeczkę, a ja sforsowałem ją jak panbuk przykazał - w butach i skarpetach.
Potem, w Spale, znów było piwo (na rozgrzewkę i odkwaszenie, a więc w celach stricte terapeutycznych) i na koniec przejazd czerwony szlakiem do Tomaszowa. Podczas przejazdu owego na zmianę z Marcinem spinaliśmy się, żeby na filmiku wyszło, że jedziemy szybko i obojgu nam przyszło to potem odchorować.
Następna wycieczka musi być bez moczenia nóg i bez napinania. Wszystkim to na zdrowie wyjdzie :)

A teraz filmik i zdjęcia lub jak kto woli "multimedia".

Pierwej filmik. Jeśli przeszkadzają komuś słowa na 11 literę alfabetu (sztuk:6), to proponuję, by raczej bez dźwięku obglądnął :)

Muzyka: Beastie Boys "Sabotage" [Alex Metric re-edit]

Zdjęcia kiepściuchne, ale marysiowy soniak robi foty prawie tak kiepskie jak telefon komórkowy... cóż...
Do tego będzą nie po kolei, bo chronologia to imperialistyczny wymysł, mający zniewolić masy (?)

Razem z Siwym rozpalamy ognisko. Jak zwykle pomocne okazują się bilety PKP. Dpdatkowo na zdjęciu świetnie widać moją aero-fryzurę :P


"Dworzec" autobusowy, czyli najbardziej lanserska miejscówka w Inowłodzu. Przykro mi, ale jeśli nie masz tu słit foci, to jesteś nikim.


Wg. słownika języka polskiego, ambona to: 1. przyścienna mównica w kościołach chrześcijańskich, służąca do wygłaszania kazań; 2. platforma nadziemna, stosowana podczas polowań do obserwacji zwierzyny
Powiedzmy, że widocznym tu bohaterom udało się połączyć obydwie funkcje - weszli na ambonę "2", i pieprzyli głupoty jak to zwykle robią ludzie z ambony "1"


Jazda też była. O, np przez las


Myślałem, że gorzej już nie będzie, ale nie wiedziałem jeszcze, że za najbliższymi drzewami płynie rzeka, a za nią jest bagienko. Dość powiedzieć, że dotarcie do widocznego w oddali lasu zajęło nam ponad godzinę.


Budynek stacji kolejowej w Jeleniu. Li i tyle.


Nasza nowa świecka tradycja - zdjęcie Marysi z rowerem, w rezerwacie Niebieskie Źródła.

(a tu foty z: V.2007, III.2008, V.2008 i VI.2009

Błotnista ścieżka na brzegu Pilicy przed Inwołodzem.


Bezalkoholowe ;)


Pożyczone :D

"Imponująca impotencja"

Niedziela, 10 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Po czym poznać wiosnę? Otóż po "wakacyjnych" wycieczkach rowerowo-kolejowych. Recepta jest prosta: wsiada człowiek z rowerem do pociągu, wywozi się poza miasto, a potem śmiga po lesie, je niezdrowe żarcie przyrządzone w urągający zasadom higieny sposób i zapija piwem:)
Taka wycieczka odbyła się dzisiaj. W składzie ja, Marysia i Siwy władowaliśmy się do pociągu i powieźliśmy tyłki do Pabianic.
Stamtąd klasycznie - na Ldzań. Przez las. Starałem się, żeby jak najmniej było utwardzonych nawierzchni i zamair swój realizowałem bezwzględnie. Mimo to tylko raz musieliśmy przeprawiać się przez rów (no może dwa razy). W Ldzaniu zakupy kiełbasiano-piwne i potem pędem nad Grabię. Tutaj, na szczycie "skarpy", co to ją we wszystkich przewodnikach po okolicy Pabianic umieszczają, rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbany. Przeszkadzał nam jakiś Husky-przybłęda (którego roboczo Kubą nazwałem, choć nietrafnie, bo okazał się być suką).
Po żarciu i zgaszeniu ogniska nastąpiło orgiastyczne objeżdżanie singli wszelakich pośród okolicznych pagórków i wzdłuż rzeki. Pod koniec Marcin zaliczył glebę, której niewiele brakowało do klasycznego faceplanta - przednie koło ugrzęzło mu w błocie, rower stanął dęba, a nasz dzielny zgierzanin pofrunął przez kierownicę mierząc twarzą w glebę (zasłonił twarz, więc strat większych nie odnotowano... choć ja chyba trochę popuściłem ze śmiechu:))
Potem nastał powrót. Troszkę jakby zapędziłem się i przegoniłem gromadkę przez pola lasy i inne miłe miejsca, które to o udogodnieniach typu ścieżka, czy też droga nie słyszały.
Pierwotnie rozważny był powrót na rowerach, ale wiatr zrywający kaski z głów i majtki z tyłka zniechęcił nas i pozwolił zarobić spółce PKP InterREGIO (BTW, jeśli pani w kasie powie Wam, że "pociąg kursuje w D", to się nie zdziwcie, bo to nie znaczy, że Was obraża, tylko, że w niedzielę nim nie pojedziecie:P)

Filmik. Jest jaki jest, bo kamerka odmówiła posłuszeństwa i dała się udobruchać dopiero w drodze powrotnej, gdy byliśmy zmęczeni i nikomu nie chciało się sprężać do dynamicznej jazdy. Muzyka taka też z nie tej bajki, co zwykle, ale czasem tak trzeba :P


Prowizorka, mała architektura, czy też budowla hydrotechniczna?


Ogniskowa miejscówka na wypasie... albo jak ktoś woli, to na skarpie.


Kiełbasa FPP


[Tu wstaw cytat z debilnej piosenki o harcerzach]


Na problemy...


...Prostamol


Jazda na przełaj. Czy do tego służy rower przełajowy?




Maricn wstaje, ja moczę się ze śmiechu


Rowerzysta. Sztuk: 3
Żwirownia. Sztuk: 1


Love...


...and hate :P


Samoobsługowa myjnia "Christ"? Iście szatański koncept!

Totutotam

Sobota, 12 marca 2011 · Komentarze(0)
Kalonka, Grabina, Wódka itp. ale na szosowo. Pogoda wiosenna, więc po drodze był nawet piknik na trawce - z kiełbaną i bułeczkami.


Zdjęcie bez związku, ale wpis bez obrazka się nie liczy :)