A czemu dziwne? Bo przez to, że mamy samochód, jeżdżę na rowerze. Musi to być grat, który często się psuje, bo inaczej skutki mogą być odwrotne.
Dzisiaj np. pojechałem na drugi koniec miasta po osłonę rozrządu i prawie trzy dyszki pyknęły. Uroki motoryzacji.
A filmik to rozwiązanie zagadki z wczoraj
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hfkGEqu_yPU">
<embed src="http://www.youtube.com/v/hfkGEqu_yPU" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>
No :)
EDIT: Wieczorkiem, oglądając po raz n-ty Bonda z 1965 i zaklejając dętkę w
rowerze Marysi postanowiłem sprawdzić, jak w praktyce przedstawia się możliwość wpakowania do
Kryptoszosy dużych kółek. Jak widać po poniższych fotach, problemów nie ma, więc kto wie... może wkrótce rower zmieni się w wielką, szosową kichę z tarczami 203mm? :)

Runda po mieście. Nie ma o czym pisać, a nie będę się rozwodził na temat skurczów, jakie mnie po drodze łapały.
Zamiast tego wrzucam teledysk. Ostatnio furorę w domu robi kawałek
'We share our mother's health' zespołu
The Knife.
Jednak, w ramach poszerzania horyzontów wrzucam remix:
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/IRZ3SShd1X8">
<embed src="http://www.youtube.com/v/IRZ3SShd1X8" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>
Informuję też wszem i wobec, że jest to raczej odległe od tego, czego na ogół słucham, ale... Jak coś jest fajne, to jest fajne... li i tyle.
Byłem niegrzeczny i wydawałem pieniądze...

Waga w dół o jakieś 400g (to dobrze) i przód w dół o jakieś 3cm (możliwe, że dobrze, ale póki co to jestem pełen obaw).
Marysia śmiga na nartach w rejonie Wierchomli, więc ja muszę sobie sam jakoś popołudnia zorganizować. Dzisiaj, mimo padającego za oknem deszczu, udało mi się to znakomicie i czas spędziłem bardzo przyjemnie - dłubałem przy rowerach. Swój skończyłem, Marysiowy prawie. Na nowych kołach zrzuciłem jakieś 650-700g i tym samym
Prophet wreszcie przekroczył granicę 14kg. Marysi kółka wyszły trochę cięższe mimo bardzo lekkich piast, ale za to są milion razy ładniejsze niż moje. Planowałem założenie w jej rowerze oponek Syncros Point'n Chute, które pierwotnie kupiłem dla siebie, ale teraz dochodzę do wniosku, że poszukam czegoś lżejszego (może nawet Rocket Rony, skoro na asfalty jest już inny rower). Wówczas
Stanisław III powinien zachować rozsądną wagę.



Nalepek na moich obręczach już nie ma. Zbyt odpustowo wyglądały i poszły w cholerę :)


Gdzie blisko Łodzi są góry, spytacie. Najwyraźniej koło Zgierza.
Muszą być to góry, skoro jest wyciąg i zimą są narciarze. Nawet nazywa się to Góry Wilamowskie... a ja narzekałem, że w góry to muszę pół dnia samochodem jechać :)
Jaśnie Maria z moim ojcem i znajomymi pojechała szlifować technikę jazdy na nartach na stoku (stoczku) w Malince (czy nauka prawie od zera to też szlifowanie?). Mnie też chcieli zmusić do zabrania nart, ale ja do desek czuję niechęć wielką i udało mi się wymigać. Zamiast tego do Malinki pojechałem rowerem. Radosną ekipę przyłapałem na piciu piwka w barze na dole. Ładna mi nauka:) Chwilę popatrzyłem jak jeżdżą, ale szybko zacząłem marznąć i pojechałem dalej. Odwiedziłem Rosanów, Zgierz i Aleksandrów, moknąc przy tym niemiłosiernie. Zrobiło się ciepło i na drogach pełno kałuż.
I nich mi nikt nie mówi, że na nartach prezentuje się człowiek dumnie :)

"Górski" widok

Na głównych drogach mokro, na bocznych jak zwykle...
Po ostatniej wieczorno-nocnej jeździe z
Marcinem na trochę odstawiłem rower, bo zaczęło mnie brać jakieś przeziębienie (tak to jest, jak się podczas jazdy na kilkunastostopniowym mrozie miele jęzorem...a może mle jęzorem?), ale najwyższa pora wrócić na siodło.
Właściwie to miałem pojeździć już w niedzielę, ale jakoś zapodziałem klucz od piwnicy, gdzie nocuje teściowóz i dopiero dzisiaj udało mi się do niego dostać.
Dzisiaj, mimo wieczorowej pory, tylko minus osiem stopni, więc nawet dałem radę jechać z odsłoniętą twarzą i nawet palce u stóp za bardzo nie bolały.
Normalnie czuć wiosnę :D
Chyba wszyscy łodzianie mają w blogach zdjęcie tej górki ze śniegu zebranego na parkingu Manufaktury, więc ja też :)

Piotrkowska nadal bardzo świąteczna

A poza tym, to długie wieczory można poświęcić np. na zaplatanie kół do
Propheta. Boję się trochę o trwałość tych obręczy, ale waga i wygląd jak najbardziej na plus.

Teraz tylko centrowanie i gotowe :)
EDIT 08.02.2010:
Czytających zapraszam do wątku na forum, w którym toczy się dyskusja o wsparciu dla Błażeja i kupnie dla niego roweru. To w ramach gestu od ludzi korzystających z serwisu, który przecież dla nas tworzy.
Zbiórka to symboliczna kwota 5-10zł (w trakcie ustalania), więc im więcej chętnych tym lepiej.
Zapraszam na forum tutaj:
temat na forumOdebrałem ramę i widelec od lakiernika i ponownie złożyłem
rower.
Brakuje jeszcze kilku gratów - śrub do korb (stare rozwaliłem), łańcucha, kasety no i niestety będę musiał kupić nową kierownicę, bo okazało się, że odziedziczony po
Marysi Holzfeller ucierpiał we
we wrześniowym wypadku i jest z lekka krzywy.
No ale... Przejdźmy do sedna wpisu. Ta dam!
Mój projekt pod znakiem pt. "asfaltowy rower z resztek" nabiera ostatecznego kształtu. Części to w 99% pozostałości po wszelakich upgrade'ach roweru mojego (hamulce, siodło), Ojca (rama, mostek, przerzutki, sztyca) i Marysi (koła, korba i kierownica). Póki co jedyną rzeczą kupioną konkretnie do tego roweru był "ultralekki" (waży jedynie 1,56kg) sztywny widelec Dartmoor Cromax, którego wsadziłem w miejsce pierwotnie założonej RST Gila TnL (2,67kg).

EDIT 27.01.2010: Rower już w kawałkach (w sumie to tylko złożyłem, cyknąłem fote i znów rozkręciłem). Jutro zawożę ramę i widelec do malowania. Nie jestem tylko pewien jaki kolor wybrać...
EDIT:29.01.2010: Żeby nie dodawać kolejnego zerowego wpisu, kolejny raz edytuję ten.
Ponieważ do Kryptoszosy podpieprzyłem koła
Marysi, do
jej roweru potrzebny będzie nowy zestawik. W związku z tym dzisiaj na poczcie odebrałem takie paczuszki:

...a w nich było to:

Dla ludzi, których takie rzeczy bawią:
waga przedniej i
tylnej
Wczoraj koszmarnie zmarzłem i siedząc dziś w pracy postanowiłem, że na czas dużych mrozów daruję sobie jazdę na rowerze, a przynajmniej jazdę w nocy.
Około 20 jednak zadzwonił
Marcin i cały plan wziął w łeb - pół godzinki później kręciłem na północ.
Umówiliśmy się przy Castoramie na Zgierskiej i stamtąd myknęliśmy do Arturówka, a potem do klasztoru i dalej prawie pod Smardzew i do Zgierza.
Po drodze było trochę śmiechu, gdy przyszło nam zmagać się przez kilka km z trochę jakby zasypaną drogą polną przed Smardzewem i kawałek dalej z lodem na jezdni. Trochę bluźnienia, kilka prawie-gleb, brak czucia w palcach rąk i nóg... Było super! :)
Miała być pamiątkowa fota, ale jakoś nie chciało mi się na tym zimnie stawać. Tylko przed domem cyknąłem sobie taką fotkę, by pokazać, jak ładnie para z oddechu zamarzała na kołnierzu.
Koło 21-ej wsiadłem na rower i zrobiłem rundkę na lotnisko. Zimno jak jasna cholera.
Systemy "inteligentnego" sterowania sygnalizacją świetlną najwyraźniej ignorują rowerzystów. Stałem na jakimś skrzyżowaniu i wszystkie samochody z innych ulic miały zielone ze dwa razy, a u mnie dupa. Dopiero jak koło mnie stanął na światłach jakiś samochód, to pojawiło się zielone. Inteligencja?
Dzisiaj jechałem sobie przy
Fear Factory