Szlak Wygasłych Wulkanów 1/2
Sobota, 1 sierpnia 2026
· Komentarze(0)
Kategoria Góry, Pogórze Kaczawskie
Z Jaśniemałżonką™ (której konto ostatnio zniknęło z BS) i kolegą jeszcze z czasów liceum wybraliśmy sią na objazd Szalku Wygasłych Wulkanów. Prowadzi on ze Złotoryi do Legnickiego Pola. My planowaliśmy zrobić z niego pętlę z początkiem i końcem w Złotoryi oraz nie trzymać się go zbyt ściśle w miejscach, gdzie robił się niezbyt przyjazny rowerom, albo tam, gdzie byłą w okolicy ciekawsza trasa.
Prognozy na weekend (zwłaszcza na sobotę) były dość niepewne, ale kwatera była już opłacona, kolega miał zgodę swej żony, Bejbor wysłany na kolonie, więc nie można było niczego przekładać.

Pierwszy postój wypadł w Uniejowicach, w prywatnym Muzeum Armii Czerwonej i Wojska Polskiego Uniejowicach. Miejsce lata swojej świetności ma ewidentnie już dawno za sobą, ale mimo wszytko jest niezłą ciekawostką.

Potem były ruiny folwarku koło zamku Grodziec...

... i wreszcie sam zamek. (i pierwszy wulkan, a właściwie nek wulkaniczny na trasie)

Za zamkiem piękna na początku pogoda zaczęła się psuć, więc "mocniej" wdepnęliśmy w pedały i pojechaliśmy w stronę Ostrzycy, czyli "wulkanu" numer dwa.


Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w Twardocicach, by zobaczyć ruiny kościoła szwenkfeldystów, a do tego był tu otwarty sklep, gdzie mogliśmy uzupełnić napoje i coś zjeść.

Kawałek przed Ostrzycą złapał na deszcz. Całe szczęście góra jest zalesiona, więc nie przemokliśmy kompletnie. Wjechaliśmy na górę ścieżką powstałą w ramach projektu Kaczawskie Single Tracki. Z powodu deszczu i kiepskiej widoczności darowaliśmy sobie targanie rowerów na sam szczyt, tylko zjechaliśmy na dół (również singlami).

Potem znów wróciliśmy na szlak i dojechaliśmy nim do Sędziszowej, gdzie zjedliśmy wyśmienity obiad w Młynie Wielisław. Po jedzeniu jeszcze uzupełnienie napojów na stacji benzynowej i dojazd do agroturystyki na nocleg.
Prognozy na weekend (zwłaszcza na sobotę) były dość niepewne, ale kwatera była już opłacona, kolega miał zgodę swej żony, Bejbor wysłany na kolonie, więc nie można było niczego przekładać.

Pierwszy postój wypadł w Uniejowicach, w prywatnym Muzeum Armii Czerwonej i Wojska Polskiego Uniejowicach. Miejsce lata swojej świetności ma ewidentnie już dawno za sobą, ale mimo wszytko jest niezłą ciekawostką.

Potem były ruiny folwarku koło zamku Grodziec...

... i wreszcie sam zamek. (i pierwszy wulkan, a właściwie nek wulkaniczny na trasie)

Za zamkiem piękna na początku pogoda zaczęła się psuć, więc "mocniej" wdepnęliśmy w pedały i pojechaliśmy w stronę Ostrzycy, czyli "wulkanu" numer dwa.


Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w Twardocicach, by zobaczyć ruiny kościoła szwenkfeldystów, a do tego był tu otwarty sklep, gdzie mogliśmy uzupełnić napoje i coś zjeść.

Kawałek przed Ostrzycą złapał na deszcz. Całe szczęście góra jest zalesiona, więc nie przemokliśmy kompletnie. Wjechaliśmy na górę ścieżką powstałą w ramach projektu Kaczawskie Single Tracki. Z powodu deszczu i kiepskiej widoczności darowaliśmy sobie targanie rowerów na sam szczyt, tylko zjechaliśmy na dół (również singlami).

Potem znów wróciliśmy na szlak i dojechaliśmy nim do Sędziszowej, gdzie zjedliśmy wyśmienity obiad w Młynie Wielisław. Po jedzeniu jeszcze uzupełnienie napojów na stacji benzynowej i dojazd do agroturystyki na nocleg.

























