Wpisy archiwalne w kategorii

Austria 2026

Dystans całkowity:57.10 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:04:07
Średnia prędkość:13.87 km/h
Maksymalna prędkość:62.50 km/h
Suma podjazdów:974 m
Suma kalorii:2539 kcal
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:19.03 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Rossbrand

Sobota, 15 sierpnia 2026 · Komentarze(1)
Ostatni dzień austriackich wakacji i ostania wycieczka rowerowa. 
Problem z Austrią (a przynajmniej w rejonie, który odwiedziliśmy) jest taki, że choć teoretycznie jest tu pełno szlaków rowerowych, to znakomita większość z nich prowadzi szosami, bądź leśnymi drogami. Jesli chce się pośmigać po czymś innym, trzeba udać się do bikeparków. Jazda poza wyznaczonymi szlakami rowerowymi jest w górach zakazana. Trudno zrobić trasę naprawdę pod rower górski. Przydają się górskie przełożenia, ale technicznie, to znakomita większość jest do zrobienia na gravelu. 
Dzisjsza trasa też traka była. Z Filzmoos wjechaliśmy wyciągiem Papagenobahn na wysokość 1591mnpm. Nauczopny wcześniejszym doświadczeniem, nawet nie próbowałem namówić córki na podjazd "w siodle". 
Stamtąd pojechaliśmy na szczyt Rossbrand (1770mnpm). Wśród okolicznych olbrzymów nie wyróżnia się on stanowczo wysokością, ale roztacza się z niego piękny widok na liczne, mniej lub bardziej odległe szczyty (ponoć koło 150). Po drodze na szczyt zaliczyliśmy postój w Karhütte am Rossbrand, gdzie mieli kibel z najlepszym widokiem, jaki mógłbym sobie wyobrazić :)  Wielkim odkryciem wyjazdu była dla mnie serwowana we wszystkich schroniskach i gospodach maślanka z owocami. Podają ją zimną, w kuflach i w takie upalne dni świetnie chłodzi oraz zaspokaja pragnienie i głód. 
Karhütte am Rossbrand - najlepszy widok z kibla ever

Rowerowy parking przy Karhütte am Rossbrand

Sam szczyt Rossbrand z charakterystycznym krzyżem, rzeczywiście bardzo widokowy.
Krzyż na szczycie Rossbrand (1770mnpm)

Dzieciątko chłonie widoki.

Ma Rossbrand też jeszcze inną zaletę - wolno z niego zjechać na wschód czymś, co przez chwilę nie jest szuterkiem :) Odcinek ten ma gdzieś 900metrów, ale i tak jest miłą odmianą.
Nareszcie nie tylko szutrowe autostrady.

Moi vel Ja. Początek zjazdu z Rossbrand

Jaśniemałżonka zjeżdża z Rossbrand

Delektując się cennymi 900 metrami, które nie były szutrową autostradą

Potem wraca się już do austriackiej codzienności, czyli do takich "autostrad".
Jasniepanie i wieża nadajnikowa poniżej sczytu Rossbrand.

Czymś takim zjechaliśmy aż na 960mnpm, czyli prawie 800 metrów w pionie i przyznam szczerze, na takich drogach jest to dużo bardziej przerażające niż jazda większością górskich szlaków. Dość powiedzieć, że dawno już tak nie przypiekłem tarcz, jak podczas tego zjazdu.

Na koniec podjechaliśmy jeszcze do malutkiego zalewu, w którym potoki Warme Mandling i Kalte Mandling łączą się, by dalej popłynąć już jako Mandlingbach. Tu mieliśmy okazję zrobić coś, co uwielbiałem jako dziecko, czyli przejechać rowerem przez strumień :)
Forsowanie przeszkody wodnej

Stamtąd już kawałek delikatnie pod górę i już byliśmy z powrotem w Filzmoos. Ja znów musiałem wrócić autem (tym razem z córką, której już się nie chciało jeździć), a Jaśniemałżonka znów wróciła do Eben rowerem, dobijając sobie dodatkowe 12km zjazdu.

Bikepark Schaldming

Środa, 12 sierpnia 2026 · Komentarze(0)
Pierwotnie mieliśmy wjechać na górę o własnych siłach i zjechać niebieską trasą, ale ponieważ ostatnio podjeżdżanie poszło tak "dobrze", wykupiliśmy całodniowy karnet na kolejkę linową i postanowiliśmy trzaskać zjazdy do oporu. 
Na tapetę poszło Peak Flowline oraz Stadium Flowline. Łącznie około 15-16km zjazdu i trochę ponad 1000m w pionie. 
Gdzie pod koniec pierwszej części zaliczyłem małą kontuzję - nie wywaliłem się, ale szarpnięcie było na tyle mocne, że do środkowej stacji wyciągu dojechałem już z objawami lekkiego wstrząśnienia mózgu: nudnościami, zawrotami głowy itp. Drugą część, czyli Stadium Flowline przejechałem tylko w części, w tempie mocno emeryckim i przy pierwszej okazji zjechałem na dół już drogą. Resztę dnia spędziłem siedząc w aucie na podziemnym parkingu.
Jaśniemałżonka z córką, zaliczyły jeszcze dwa zjazdy. Młodej zjeżdżanie spodobało się dużo bardziej niż podjeżdżanie i ponoć już przy drugim zjeździe całkiem wymiatała. 
Ostatecznie córka zaliczyła tego dnia trzy kompletne zjazdy, nabijając ponad 45km śmigania na zjazdach, a Jaśniemałżonka trzy i pół zjazdu, co dało jej tych kilometrów ponad 50.
Według córki, był ot najlepszy dzień wyjazdu i dopytuje, gdzie tu bliżej od nas jest jakiś bikepark. 

Progenitura na Stadium Flowline w Bikepark Schladming

Progenitura na Stadium Flowline w Bikepark Schladming © bendus

Oberhofalm

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 · Komentarze(2)
Zabierając rowery na wakacje z córką w Alpach, spodziewałem się, że jazda będzie po szuterkach, a alpejskie będą tylko widoki. Liczyłem się z tym, że wycieczki będą mocno "lajtowe", ale nie sądziłem, że aż tak bardzo jak  ta.
Autem podjechaliśmy z kwatery do Filzmoos i ruszyliśmy w stronę gospody Oberhofalm u podnóża Große Bischofsmütze. Zaczęliśmy dość intensywnym podjazdem i Dziecię powiedziało "nie". Zdarzało się jej w polskich górach trzaskać trudniejsze podjazdy, a tym razem coś nie pyknęło i jechać nie chciała. Przejażdżka zamieniła się więc w spacer.
Powtarzało się to potem na każdym podjazdowym odcinku, niezależnie od nachylenia.
W wielkich bólach dotarliśmy w końcu do celu, zjedliśmy obiad, ale o jakimkolwiek przedłużaniu wycieczki nie mogło być mowy - asfaltem zjechaliśmy do auta i zakończyliśmy przejażdżkę. Tzn. zakończyłem ja, bo Panie uznały, że do naszej kwatery w Eben im Pongau wrócą sobie rowerami. Trasa była już praktycznie cały czas w dół, więc chyba się nie przemęczyły. Ja musiałem pojechać autem. 

Widok z drogi powyżej Filzmoos & Epic Evo

Alpejski widoczek

Gospoda Oberhofalm, a w tle wieża nadajnikowa na Rossbrand

Große Bischofsmütze (2458 mnpm) i Armkarwand (2351 mnpm)