Szlak Wygasłych Wulkanów 2/2
Niedziela, 2 sierpnia 2026
· Komentarze(0)
Kategoria Góry, Pogórze Kaczawskie
Drugi dzień na Szlaku Wygasłych Wulkanów. Zaczęliśmy go od opuszczenia szlaku - zamiast wspinać się żółtym na WIelisławkę (co oznaczałoby pewnie wpychanie rowerów), wjechaliśmy szuterkiem w rejon Gozdna, a potem singletrackiem (trasa "Gozdno 1") wspięliśmy się na Zawodną.

Dziś widoczność była znacznie lepsza, więc podczas podjazdu mieliśmy widoki na Karkonosze (choć akurat na powyższym zdjęciu średnio je widać), a z wieży widokowej na Zawodnej też było na co popatrzeć.

Z Zawodnej zjechaliśmy kawałek singlem, a potem opuściliśmy go, by zjechać do Gozdna. Tu mały zonk, bo na mapie była droga, a w rzeczywistości władowaliśmy się na pole. Ostatecznie jednak po chwili przedzierania się przez krzaki i kawałkuj pchania, znaleźliśmy się tam gdzie trzeba.


W Godznie Jaśnieżona się zgubiła - została w tyle na podjeździe i zamiast skręcić w szlak, pojechała asfaltem do Świerzawy, czyli prawie wróciła, do miejsca, z którego dziś rano ruszyliśmy. Wymusiło to małą zmianę planów i zjazd trasą "Pod Grzybkami" i "Dwa Wąwozy" aż do Rzeszówka. Tragedii nie było, bo i tak rozważałem taką wersję trasy.

W Rzeszówku zostaliśmy poczęstowani przez staruszkę papierówkami. Było to bardzo sympatyczne, zwłaszcza, że zwróciła się do nas per "młodzi ludzie". Ponieważ średnia wieku naszej radosnej gromadki wynosiła 42 lata (Jasniemałżonka zaniżyła), to byłem tymi słowami mile połechtany :)
Z Rzeszówka dotoczyliśmy się do Kondratówka, gdzie wróciliśmy na żółty szlak i gdzie grupka znów się podzieliła - Jasniemałżonka, uznała że ma dość i postanowiła wrócić do Złotoryi po auto a ja z M. już teraz w stricte męskim gronie pojechaliśmy dalej szlakiem.
Koło wsi Pomocne, w rejonie Czartowskiej szlak nam praktycznie zniknął, więc znów było pchane.


Kawałek za Czartowską Skałą, w Myślinowie znów opuściliśmy żółty szlak, by przejechać cały Wąwóz Myśliborski. Czarny szlak wzdłuż potoku był to chyba jednym z fajniejszych odcinków trasy, choć po ostatnich deszczach był miejscami mocno pozarastany przez jeżyny i przebycie go utoczyło nam trochę krwi.


W Myśliborzu spotkaliśmy się z Jasniemałżonką, która podjechała tu autem ze Złotoryi i podjęliśmy decyzję o odpuszczeniu sobie dalszej części szlaku - zrobiło się trochę późno, a przed nami był jeszcze spory kawałek autem (zwłaszcza przed M, który musiał wrócić aż za Warszawę).
Wrzuciliśmy rowery na bagażnik i podjechaliśmy jeszcze na obiad w Black Horse Bar & Grill, który mijaliśmy jakiś czas wcześniej jadąc na rowerach.

Dziś widoczność była znacznie lepsza, więc podczas podjazdu mieliśmy widoki na Karkonosze (choć akurat na powyższym zdjęciu średnio je widać), a z wieży widokowej na Zawodnej też było na co popatrzeć.

Z Zawodnej zjechaliśmy kawałek singlem, a potem opuściliśmy go, by zjechać do Gozdna. Tu mały zonk, bo na mapie była droga, a w rzeczywistości władowaliśmy się na pole. Ostatecznie jednak po chwili przedzierania się przez krzaki i kawałkuj pchania, znaleźliśmy się tam gdzie trzeba.


W Godznie Jaśnieżona się zgubiła - została w tyle na podjeździe i zamiast skręcić w szlak, pojechała asfaltem do Świerzawy, czyli prawie wróciła, do miejsca, z którego dziś rano ruszyliśmy. Wymusiło to małą zmianę planów i zjazd trasą "Pod Grzybkami" i "Dwa Wąwozy" aż do Rzeszówka. Tragedii nie było, bo i tak rozważałem taką wersję trasy.

W Rzeszówku zostaliśmy poczęstowani przez staruszkę papierówkami. Było to bardzo sympatyczne, zwłaszcza, że zwróciła się do nas per "młodzi ludzie". Ponieważ średnia wieku naszej radosnej gromadki wynosiła 42 lata (Jasniemałżonka zaniżyła), to byłem tymi słowami mile połechtany :)
Z Rzeszówka dotoczyliśmy się do Kondratówka, gdzie wróciliśmy na żółty szlak i gdzie grupka znów się podzieliła - Jasniemałżonka, uznała że ma dość i postanowiła wrócić do Złotoryi po auto a ja z M. już teraz w stricte męskim gronie pojechaliśmy dalej szlakiem.
Koło wsi Pomocne, w rejonie Czartowskiej szlak nam praktycznie zniknął, więc znów było pchane.


Kawałek za Czartowską Skałą, w Myślinowie znów opuściliśmy żółty szlak, by przejechać cały Wąwóz Myśliborski. Czarny szlak wzdłuż potoku był to chyba jednym z fajniejszych odcinków trasy, choć po ostatnich deszczach był miejscami mocno pozarastany przez jeżyny i przebycie go utoczyło nam trochę krwi.


W Myśliborzu spotkaliśmy się z Jasniemałżonką, która podjechała tu autem ze Złotoryi i podjęliśmy decyzję o odpuszczeniu sobie dalszej części szlaku - zrobiło się trochę późno, a przed nami był jeszcze spory kawałek autem (zwłaszcza przed M, który musiał wrócić aż za Warszawę).
Wrzuciliśmy rowery na bagażnik i podjechaliśmy jeszcze na obiad w Black Horse Bar & Grill, który mijaliśmy jakiś czas wcześniej jadąc na rowerach.

























