Pechowa zieleń - zielony szlak ze Śnieżnika

Środa, 6 czerwca 2012 · Komentarze(0)
We wtorek lało, więc mieliśmy siłą rzeczy dzień odpoczynku. Całe szczęście w środę zrobiło się znośnie i można było bryknąć w góry.
Zaczęliśmy klasycznie, czyli od podjazdu. Nieznakowanymi stokówkami wdrapaliśmy się do schroniska "Na Śnieżniku".
Po drodze mała przerwa na lans w strumieniu.








W schronisku wyżerka...


...a potem atak na szczyt.





Ja z Siwym walczyliśmy trochę bardziej z przodu i trochę bardziej w siodle, ale to dlatego, że się jakaś wycieczka napatoczyła i trzeba było się pokazać :)

Na samej górze, na ruinach wieży widokowej było pozowanie do słit fotek...


...i przygotowania do zjazdu, świetnym ponoć, zielonym szlakiem.


W końcu ruszyliśmy. Najpierw był sympatyczny singielek po praktycznie płaskiej kopule szczytowej...




...a potem zrobiło się stromo i zaczęła się zabawa.












Czasem zabawa była taka dobra, że aż nie chciało się bawić samemu :)



Miejscami stromizna malała i robiło się malowniczo.


A potem znowu robił się nakurwing :)


I wszystko było super, do momentu, gdy Mateuszowi coś nagle strzyknęło w kostce (starość pewnie Mu strzyknęła) i jazda się skończyła.
Zmusiło nas to do opuszczenia zielonego szlaku i awaryjnego zjazdu do najbliższego asfaltu. Wybrałem żółty szlak, który na mapie wyglądał jak szeroka droga, a w rzeczywistości był w sporej części taki:


Do zjechania oczywiście, ale niekoniecznie z niesprawną nogą. Całe szczęście dla Mateusza nie ma rzeczy niemożliwych - zjechał całość z jedną noga niewpiętą, fajtającą gdzieś na boku w powietrzu. Ja też zjechałem, ale pod koniec trochę się przeliczyłem i zaliczyłem piękny lot przez kierownicę.
nawet film mam :)

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/duATF4WZvT4"> <embed src="http://www.youtube.com/v/duATF4WZvT4" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>Zrobiłem w powietrzu śrubę porysowałem kierę, mostek, grzmotnąłem o kamienie nogą i plecami i ogólnie się wkurwiłem. No bo jak to jest, że pieprzony kuternoga zjechał, a ja nie! :) Na zdjęciu powyżej właśnie zbieram się z ziemi i oceniam straty w sprzęcie i dzielę się z grupą wkurwem swym.

Kawałek niżej zaczął się asfalt i grupka nasza podzieliła się.
Mateusz miał poczekać, a my, najkrótszą droga przez góry pojechać mieliśmy do kwatery i wrócić po Niego samochodem. Do domu było jakieś 11km i kilkaset metrów przewyższenia na Przełęcz Śnieżnicką. Wdrapaliśmy się w pocie czoła,



...aby potem zjechać nudnym szutrem, bo tak najszybciej.
Na kwaterze cap za telefon, a tu Mateusz mówi, że właśnie dojeżdża do Miedzygórza. Skubany! W czasie gdy my gramoliliśmy się przez góry, On pyknął jakieś 40km asfaltem i też prawie dojechał. Koks jeden :)

Wieczorem piwko, pizza i jak się okazało dwóch kulawych - Mateusz i Ja.
Moja kostka po glebie też nie sprawowała się najlepiej. Spuchła i w najbliższych dniach miała sprawić jeszcze niejeden kłopot. Ale... o tym już we wpisie z kolejnego dnia.

Montenegro

Poniedziałek, 4 czerwca 2012 · Komentarze(0)
W dzisiejszym dniu dołączyła do nas kolejna grupka nizinnych górali - Iza, Marcin i Mateusz. Rano zwlokłem się z łóżka i zjechałem przywitać ich kawałek poniżej Międzygórza.
Po zameldowaniu ich na kwaterze i chwili odpoczynku (nowoprzybyli mieli za sobą nieprzespaną noc), ruszyliśmy na właściwą wycieczkę.
Miało być lajtowo, ale nie chciałem, żeby było nudno.
Poprowadziłem naszą pięcioosobową grupkę szutrowym podjazdem...




... na Przełęcz Śnieżnicką, a stamtąd czerwonym szlakiem przez Żmijowiec w kierunku głównej atrakcji dzisiejszego dnia - Czarnej Góry.
Szczyt zdobyliśmy czerwonym szlakiem. Było trochę pchania, zwłaszcza pod koniec, ale nagrodą były widoki z mieszczącej się tam wieży.















Nasze pojawienie się z rowerami na szczycie wywołało w goszczącej tam akurat grupie dzieciaków coś w rodzaju sensacji.


Potem przyszła pora na wisienkę na torcie, czyli wizytę w parku rowerowym.
Do górnej stacji wyciągu trzeba było kawałek zejść - niestety zjazd na tym odcinku trochę nas przerósł.



Potem już było tylko miło, czyli trasa "FR". Może za bardzo freeride'owa to ona nie jest, bo to w sumie singielek, ale bez wątpienia warto odwiedzić.
Chciałoby się powiedzieć, że na zjeździe był "ogień", ale niezupełenie. Skoordynowanie przejazdu naszej radosnej grupki o mocno zróżnicowanych umiejętnościach było sporym wyzwaniem. Głównie jechałem więc z tyłu i sprawdzałem czy nikt się nie rozwalił. Udało się - nikt się nie rozwalił (ja lekko zahaczyłem o drzewo, ale to się nie liczy).





Jak już zjechaliśmy do Siennej, to wdrapaliśmy sie asfaltem na Przełęcz Puchaczówkę i dalej szlakami niebieskim i zielonym pojechaliśmy w kierunku Iglicznej, by ostatecznie żółtym zjechać do Międzygórza.
Miło, fajnie itd.
Wizytę w parku rowerowym Czarna Góra stanowczo muszę powtórzyć.


(profil z wycieczki "właściwej" bez porannego wyjazdu "powitalnego")

Śnieżnicke stezky?

Niedziela, 3 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Pierwotnie na niedzielę w planach były Rychlebske Stezky, ale ponieważ akurat dziś odbywały się tam jakieś zawody, odpuściliśmy.
Ta wizyta w Międzygórzu jest naszą trzecią, więc większość okolicznych szlaków, to tacy nasi starzy znajomi. Zostały jednak odcinki, których nie dane nam było zobaczyć. Takim nieznajomym był niebieski szlak od schroniska pod Śnieżnikiem wzdłuż rezerwatu i właśnie dzisiaj przyszła kolej na jego zaliczenie. Podjazd do schroniska jak zwykle, szutrem i bez przygód. Przy schronisku spotkaliśmy rowerzystę z Wrocka, który podjechał tam w iście koksiarskim tempie (co było dość imponujące, zważywszy na fakt, że jego Pitch lajtbajkiem stanowczo nie był). Dałem mu zrobić kółko na swoim rowerze, zamieniliśmy kilka słów, polecił nam zielony graniczny szlak w stronę przełęczy Płoszczyny (mieliśmy go zaplanowanego już na inny dzień) i powiedział, że czeka na swoje "panienki", które na podjeździe trochę zostały z tyłu. Gdy na horyzoncie pojawiły się sylwetki męczących podjazd rowerzystów, okazało się, że te "panienki" najwyraźniej mają jaja i sikają na stojąco. Cóż...
Zebraliśmy się i ruszyliśmy na niebieski szlak. Pierwszy odcinek, trawersujący szczyt Śnieżnika był super - lajtowa jazda singlem z widokami. Na tyle miła, że w sumie nawet nie było ochoty na robienie zdjęć. Na koniec, dopiero gdy szlak zaczął się poszerzać, walnęliśmy jedną panoramkę.



Potem szlak skręcił w dół i stał się mniej urokliwy - wymyta zwózkowa droga z mnóstwem luźnych kamieni sporych rozmiarów. Nią dotarliśmy do rowerowego szlaku, którym znów (nudząc się podczas szutrowego podjazdu śmiertelnie) wróciliśmy na Przełęcz Śnieżnicką. Po drodze mały pit-stop związany z moimi hamplami i przy okazji fota Tomaca.


Z przełęczy czerwonym przez Żmijowiec do Żmijowej Polany...




...a potem z grubsza zielony w kierunku Iglicznej i zjazd do Międzygórza żółtym.
Dzień udany, choć pogoda raczej trochę z dupy i zdjęć mało.

Good afternoon, Międzygórze!

Sobota, 2 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Do Międzygórza dotarliśmy z Marysią jakoś późnym popołudniem. Rozpakowaliśmy graty z samochodu, złożyliśmy rowery i po szybkim obiedzie złożonym z zupek "chińskich" pojechaliśmy na szybką, powitalną pętelkę. Podjazd szutrówkami a potem zjazd zielonym i niebieskim. Krótko i treściwie. W sam raz na początek.
Zdjęć ze zjazdu praktycznie nie ma - za jakiś czas będzie filmik z całego tygodnia.



Dwie panoramki - po kliknięciu pełny rozmiar






Piknik rowerowy Corning'a

Niedziela, 27 maja 2012 · Komentarze(0)
2012-05-27 56,09  Dzięki uprzejmości Siwego (vel. Borat), mieliśmy (znaczy się ja i Jaśnie Maria ) okazję wziąć udział w rowerowym pikniku organizowanym przez Corning Cable Systems Polska. Do takich korporacyjnych imprezek podchodzę dosyć sceptycznie i na tego typu spędy od siebie z roboty nigdy nie chodziłem, ale ostatecznie uznałem, że w najgorszym razie będzie to po prostu okazja na żarcie z grilla za friko :)
Wbrew obawom imprezka była miła. Jazda w grupie "wyczynowej" była nadspodziewanie intensywna, kiełbana z grilla smaczna, a mecz w siatkówkę plażową pełen poświęceń.
Po wszystkim, w nieco okrojonym gronie, zaliczyliśmy jeszcze bar w Modrzewiaku i dwa razy zjazd "na jagodach".

Jak zwykle, gdy nie ma zdjęć, dodaję muzyczkę.
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5K8ORQEt9YI"> <embed src="http://www.youtube.com/v/5K8ORQEt9YI" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object>

Bronisław. Dla przyjaciół Bronek

Poniedziałek, 21 maja 2012 · Komentarze(0)
Pojechaliśmy do Ojca i zainaugurowaliśmy działanie mikrobrowaru :)

<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ATBl4qH9I54"> <embed src="http://www.youtube.com/v/ATBl4qH9I54" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object><br>
EDIT: 28.05.2012 - 7 dni później - mamy młode piwo. Teraz rozlewanie w butelki i gdzieś za dwa tygodnie pierwsza nieśmiała degustacja.

To co widać na tym źle wyostrzonym zdjęciu z kalkulatora, to wbrew pozorom, nie mocz, ale właśnie nasz pierwszy młody lager :)

Tropem łódzkich murali

Sobota, 19 maja 2012 · Komentarze(0)
Po mieście, tropem łódzkich murali. Tych "nowożytnych", a nie z PRL'u.

























Potem jeszcze wizyta w Skansenie Łódzkiej Architektury Drewnianej, w parku im.Rejtana, fota kominów EC-2...


... i powrót do domu na zasłużonego browca :)

Towarzyski nocniK

Poniedziałek, 14 maja 2012 · Komentarze(0)
Nocna jazda w składzie: ja, Marysia, Siwy, Raven i przez chwilę Emil.
Arturówek, niebieski szlak i wizyta w "Modrzewiaku".



(trzydzieści lat na karku, a dajcie mi kask, to na zdjęciu zawsze wyjdę jak uradowany przedszkolak...FML)




Raven-Cyclops


Był też eksperyment z kamerą, ale efekty mierne. Zamieszczam nie dlatego, że fajnie wyszło, a dlatego, że skoro już pół drogi w "staniku" cisnąłem, to chcę, żeby jakiś ślad pozostał.
<object width="425" height="350"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rdcy8j6qJK4"> <embed src="http://www.youtube.com/v/rdcy8j6qJK4" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"></embed></object>

Sielanki ciąg dalszy.

Piątek, 4 maja 2012 · Komentarze(0)
W piątek rano pogoda trochę się zrypała, ale jakoś po śniadaniu deszcz ustał i pojechaliśmy sobie do Grzybka, gdzie się obfotografowaliśmy, a potem wróciliśmy na nad wyraz smaczną smażoną rybkę w Tleniu.













Sobota zaś, to zupełnie nierowerowe rozrywki:
kajaki,...


...siatkówka,...


...i przede wszystkim dogłębna regeneracja ;)