Jesienne Góry Izerskie
Sobota, 17 października 2026
· Komentarze(0)
Kategoria 34, 34 SL, Góry, Góry Izerskie
Po nie do końca satysfakcjonującym mnie wyjeździe wakacyjnym do Austrii, straszliwie ciągnęło mnie w jakieś góry. Ostatecznie padło na Góry Izerskie, a pretekstem miała być nasza rocznica ślubu. Zorganizowaliśmy babciną opiekę nad potomstwem i... pogoda pokrzyżowała plany. Kolejne okazja pojawiła się w tą sobotę.
Wstałem o 3:40 rano (w nocy właściwie), spakowałem graty, władowałem rowery na bagażnik i o 4:30 ruszyliśmy. Czas gonił, bo chciałem część drogi przejechać pociągiem, by trasa nie musiała być zamkniętą pętlą. Pociąg startował o 9:04 z Rybnicy pod Jelenią Górą i udało nam się zdążyć na styk i to mimo zerwanego kilkaset metrów przed stacją łańcucha w rowerze Jasnieżony. Była trochę nerwówka, ale gdy wysiedliśmy w Świeradowie, nerwy puściły i zaczęło się to miłe. podjechaliśmy do stacji kolei linowej na Stóg Izerski i kilka minut później zameldowaliśmy się pod szczytem, by wreszcie zacząć jazdę.
Trasa to klasyczny zestaw - ze Stogu w stronę Wysokiego Kamienia, z postojem na Sinych Skałkach i przy kopalni "Stanisław". Na tym odcinku były głównie szutry, ale od tego miejsca aż do Piechowic miało zrobić się już ciekawiej: na najbliższych około 11km mieliśmy stracić ponad 600m wysokości i do tego trasa wiodła singlami i fajnymi szlakami pieszymi, wiec ubaw był przedni.
W Piechowicach zjedliśmy Pizzę i wróciliśmy na szuterki, by jakoś wrócić do auta zostawionego w Rybnicy. Chciałem jeszcze podjechać do Perły Zachodu, ale to wydłużyłoby nam wycieczkę o jakieś 18km i niestety nie starczyło na to dnia.
Do auta dotarliśmy już po zachodzie słońca, a podczas pakowania gratów złapał nas jeszcze deszcz, więc wyraźnie była to najwyższa pora by skończyć.










Wstałem o 3:40 rano (w nocy właściwie), spakowałem graty, władowałem rowery na bagażnik i o 4:30 ruszyliśmy. Czas gonił, bo chciałem część drogi przejechać pociągiem, by trasa nie musiała być zamkniętą pętlą. Pociąg startował o 9:04 z Rybnicy pod Jelenią Górą i udało nam się zdążyć na styk i to mimo zerwanego kilkaset metrów przed stacją łańcucha w rowerze Jasnieżony. Była trochę nerwówka, ale gdy wysiedliśmy w Świeradowie, nerwy puściły i zaczęło się to miłe. podjechaliśmy do stacji kolei linowej na Stóg Izerski i kilka minut później zameldowaliśmy się pod szczytem, by wreszcie zacząć jazdę.
Trasa to klasyczny zestaw - ze Stogu w stronę Wysokiego Kamienia, z postojem na Sinych Skałkach i przy kopalni "Stanisław". Na tym odcinku były głównie szutry, ale od tego miejsca aż do Piechowic miało zrobić się już ciekawiej: na najbliższych około 11km mieliśmy stracić ponad 600m wysokości i do tego trasa wiodła singlami i fajnymi szlakami pieszymi, wiec ubaw był przedni.
W Piechowicach zjedliśmy Pizzę i wróciliśmy na szuterki, by jakoś wrócić do auta zostawionego w Rybnicy. Chciałem jeszcze podjechać do Perły Zachodu, ale to wydłużyłoby nam wycieczkę o jakieś 18km i niestety nie starczyło na to dnia.
Do auta dotarliśmy już po zachodzie słońca, a podczas pakowania gratów złapał nas jeszcze deszcz, więc wyraźnie była to najwyższa pora by skończyć.



















































































